Kronika: Południe część 3
Przygotowane pod panowaniem władcy: Sil Der' Anam.
czwartek, 11. lutego Anno Domini 1010
Księstwo: Osmaniyye
Minęły już 3 tygodnie odkąd Sil Der' Anam ostatni raz widział swego brata. Rzadko kiedy rozstawali się na tak długo.
...
Bynajmniej nie byli nierozłączni - Anam za młodu całymi dniami potrafił przesiadywać w pałacowych bibliotekach czy prowadzić dysputy z nadwornymi uczonymi. Rzadko kiedy opuszczał miasto, sądził, że kluczem do sukcesu czy dobra poddanych jest wiedza - a tej według niego najwięcej było w wielkim mieście - stolicy Ossmaniyye, Alen' Ba Sar zwanej.
Sil Der' Wenar natomiast nie przypominał pod tym względem swego brata. Być może dlatego, że wiedział iż rządzić nie będzie - więc i na rządzeniu znać się nie musiał.
Wenar upodobał sobie wojaczkę - nie odpuścił żadnej wyprawy wojennej swego ojca. Już jako 11 letni chłopak dowodził III Ordu Batida. Początkowo starsi Osmaniyyi krytykowali te posunięcie starego Władcy - bynajmniej nie otwarcie, władza Sil Der' Saraja była absolutna i gdyby miał zły dzień, za krzywy uśmiech mógł by kazać ściąć winowajcę - a przy okazji wygnać jego rodzinę...
Jednak zanim niewielki ciałem dowódca 12 wiosen skończył, niebywale zasłynął wielkością swego ducha.
Jego Ordu Batida stacjonowała w Inbis' We Sirum. Owe miasto było najdalej na zachód wysuniętym grodem Osmaniyyi. Gród ten od dawna stanowił kość niezgody miedzy Osmaniyyą a państwem Undamaru. I jak łatwo się domyśleć jeno do nieporozumień dyplomatycznych owy konflikt się nie ograniczał. W roku 992 wczesnym latem Undamar przekroczył granicę i parł w stronę Inbis' We Sirium. Wenar zachował trzeźwość umysłu. Podstępem wprowadził wojska najeźdźcy między miejskie zabudowania. Początkowo Generał wrogiej Armii zaskoczony był łatwym sukcesem. Jednak stan ten długo nie trwał. Gdy słońce stanęło w zenicie ludzie dowodzeni przez młodego Wodza wyszli z ukrycia. Zaczęli szyć strzałami z okien wyższych budynków. W wąskich uliczkach rozbijali mniejsze grupy najeźdźców plądrujących puste chaty. Oczywiście mieszkańcy też swój udział w wrzawie wzięli - Nie ma skuteczniejszej Armii od tej broniącej swego życia i dobytku - a brak mieczy czy toporów wcale im nie doskwierał - przecie sierp odcinający głowę taką samą śmierć niesie.
Do wieczora wszyscy ludzie Undamaru bez życia leżeli a krew ich użyźniła okoliczne pola.
Po tej krwawej łaźni mówiło się iż może stary Saraj na swego następce młodszego syna weźmie. Przecie różnica wielka nie była - 6 minut... Poza tym może tuż po porodzie synowie komuś się pomylili - Przy karmieniu przez mamki, może przy kąpieli?
Jednak Władca Ossmaniyyi wiedział iż Anam lepszym jego następcą będzie. A i braterska miłość przezwycięży ambicje Wenara.
...
Tymczasem 9 lat po śmierci Ojca, Anam powoli zaczynał się już niecierpliwić. Od 3 tygodni nie miał wieści od brata. Wiedział iż ten nie chce marnować ludzi na bieganie po lesie z wiadomościami do niego a Ordu dowodzone przez Wenara nie mogły ponieść porażki. Jednak gryzły go myśli...
Timur w listach do niego pisał o potędze na dalekim wschodzie rosnącej - zbagatelizował te wieści - w końcu Orda chciała jego zguby. Teraz nagle gdy Armie Tolnedry zajmują Tatarstan, Ordu kroczą na wschód w kierunku stolicy Timura, wyłania się wielki i silny przeciwnik z którym aby wygrać trzeba walczyć ramie w ramie...
Timur się brzytwy chwyta - mówi sobie Anam.
Ale czy na pewno?
Miałem wizję... Ale może był to tylko sen?
- Panie! -wpadł posłaniec do komnaty Anama -Wieści od Twego szlachetnie urodzonego Brata!
- Czytaj jeśli potrafisz.
- Ee, potrafię... Ale czy ja mógł bym tak słowa do Ciebie od Wenara pisane czytać?
- Chłopcze, twój Pan nie najlepiej się czuję. Jak mówię iż masz coś robić to rób to, proste.
- Tak jest. -Posłaniec rozwinął rulon skóry, papier w Ossmaniyyi i owszem był znany i stosowany ale ważnych słów na dworze na nim nie spisywano, był zbyt delikatny, byle burza mogła zmazać słowa wagi państwowej.
"Drogi Bracie!
Zgodnie z Twoją wolą ruszyłem śladami Armii Ordy. Żadnemu zwiadowcy nie udało się podejść tych wojsk dostatecznie blisko aby jakieś informacje o nim dostarczyć. Jednak pochód ludzi Timura znaczyły wypalone ogniska i zadeptane łąki. Więc ich trasy pewien jestem.
Tropem doszliśmy aż do Saraju - stolicy Złotej Ordy. Ku naszemu zdziwieniu nie zastaliśmy tam żadnych wojsk.
W tym kiedyś potężnym mieście znajdowała się jeno setka ludzi - w tym połowa niewolników.
Oczywiście na dzień dzisiejszy Saraj jest nasz.
Rozesłałem traperów we wszystkich kierunkach - odkryli parę miast Ordy ale dziwota - pustych!
Początkowo zwiadowcy wyrokowali: zaraza - gniew bogów!
Jednakże żadnych zwłok w owych miastach nie znaleźli.
Miasta też nie wyglądają jakby jakieś Armie je do takiego stanu doprowadziły.
Jedna poszlaka Bracie - jadło i broń. Wszystko w miejskich magazynach zostawione leży - kamienie na budowę, deski, skóry. Nie ma broni i jadła.
Bracie wyrokować nie chcę ale dwie możliwości widzę:
Albo To z Kelevanem prawdą jest i Timur ruszył na wojnę z rzekomą Puritanią mając nadzieję iż na ziemiach owego Kelevanu odbudować swą potęgę będzie mógł.
Albo zabrał to co nam teraz najpotrzebniejsze i wysłał gdzieś swych ludzi na niechybną śmierć - aby nasze zdobycze wojenne znacząco pomniejszyć.
Kończąc moją wiadomość dopowiem iż wielce mnie przykro iż niewolników na których tak Tobie zależało zdobyć mnie się nie udało.
Zostanę Bracie za Twoim pozwoleniem na tych ziemiach jeszcze trochę czasu - ustalić muszę jaka prawda była.
Odsyłam do stolicy Ordu Batida oraz Ordu Kuzeyde.
Twój Brat
Sil Der' Wenar
"
- Koniec listu. - Oznajmił posłaniec.
- Możesz wyjść.
- Gdzie go zostawić?
- Zwiń i połóż na tamtym biurku.
Poddany pośpiesznie dostosował się do polecenia, wychodząc złożył swemu Władcy głęboki pokłon.
Spodziewałem się tego po Timurze. Tacy zdradliwi Władcy jak On, tak zwykle postępują...
Bracie - nie musisz szukać prawdy, jest bez znaczenia...
Nie zmieni tego, że mamy ziemie a nie ma komu jej uprawiać.
Zaczynam się obawiać iż rzeczywiście podbijając Ordę zyskałem silnego sąsiada, bardzo silnego.
Sam na sam Puritania nie była by wstanie mnie pokonać, rozległe bagna, potężne Ordu i Wenar ale...
Ale mam dwóch innych sąsiadów. Gdyby któryś z nich swe Armie na me ziemie wysłał, może i bym się obronił, może i ten zajął by me ziemie...
To też jest bez znaczenia bo Puritania Pyrrusa takiego łatwo by dobiła.
Tylko czy sąsiedzi moi rozumieją sytuacje Osmaniyyi?
Przyszłość odpowie mnie na to pytanie...
Bracie, jutro odpiszę na Twą wiadomość, teraz nie mam sił...
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(9 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Osmaniyye
Inne kroniki tego księstwa:
