Kronika: Przed bitwą
Przygotowane pod panowaniem władcy: Nadril Czarny.
sobota, 23. grudnia Anno Domini 1006
Księstwo: Valindor
Na równinach pod Trosso zebrały się wojska zachłannych najeźdźców. Stawił się ponury Czarny Książę na czele swych konnych zastępów, nadciągnęły jak zwykle najliczniejsze, spragnione łupów hordy Green Landu, i wreszcie Solesser Waleczny ustawił swe wojska w ordynku.
Wojna wydawała się napastnikom wygraną i strat nie spodziewali się wielkich, każdy już oblizywał się na swój kawałek sukna, które właśnie mieli podzielić. Ich wojska wszak przewagę miały pod każdym względem, poza liczebnością, gdyż wszyscy mieszkańcy Trosso do obrony stanęli i było ich tylu co napastników. Przybyło również 7 Ulvarczyków wypełniających sojuszniczą przysięgę.
Bezchmurne niebo zapowiadało odpowiedni wieczór do przeprowadzenia szturmu, tak, więc wojska zajęły pozycje obronne i czekały na nieuchronny atak. Każdy wiedział, co ma robić, wystarczyło tylko wydać rozkaz i zamiast łatwej uczty najeźdźców czekała krwawa łaźnia.
W nagle straszliwe dźwięki jęły od miasta dochodzić. Zaskoczeni Valindorczycy wymienili spojrzenia, ki diabeł jak najeźdźcy dostali się do środka i cóż oni wymyślili.
Nagle oczom zdumionych obrońców ukazali się niewolnicy pozostawieni w mieście, dmący w dudy, piszczałki, walący w bębny. Przywódca niewolników zbliżył się do Nadrila. Pokłonił się dwornie i rzekł:
- Miłościwy Panie, czujemy się Valindroczykami, za dwa tygodnie miała się odbyć uroczystość przyjęcia nas w szeregi obywateli Valindoru, pozwól, że już dzisiaj zostaniemy nimi.
Nic nierozumiejący Nadril wpatrywał się w niewolników bezrozumnym wzrokiem i dopiero dalsze ich wyjaśnienia uświadomiły mu, że chcą mu pomóc w obronie miasta.
- Nie możecie tego zrobić, nie jesteście żołnierzami, nie ma już broni dla was, nie macie szans w spotkaniu z regularnymi żołnierzami najeźdźców. - Stwierdził Nadril przez ściśnięte wzruszeniem gardło.
- Poza tym odsądzą naszego Pana od czci i wiary, gdy niewolnicy będą go bronić - mruknął scenicznym szeptem kronikarz.
- I tak zostanie przeklętym diabłem jak pokona najeźdźców - Dobiegło z tłumu niewolników i przed szeregi nieoczekiwanych obrońców przepchnęła się postać w barwach Bretonii.
- A wy, co tu robicie, przecież tam - Baaldar syn Nadrila, wskazał ustawione hufce oblegających - są wasi sojusznicy?
Uśmiech bretońskiego jeńca stał się jeszcze szerszy.
- "Kamienny mur", wojowników Valindoru zatrzyma napastników, dwakroć próbowaliśmy przeciw Wam teraz chcemy spróbować z Wami. Poznaliśmy was dobrze i wolimy z wami się zgubić niż z Green Landczykami i Skandelionitami znaleźć.
- Czy wy wiecie, jaki z tego Solessera dewota i drewniak tylko leżałby krzyżem i się modlił. Wojownik to świetny i waleczny, ale poza tym nosem zahacza o chmury, więc chętnie zobaczymy jak ktoś utrze mu ten nochal - kolejny Bretończyk wyszedł przed szereg.
Do nich dołączyli pozostali jeńcy poza Abramiuszem Podróżnikiem, który jako zawodowy żołnierz i obieżyświat widział czym się musi skończyć ta walka.
Nadril chwilę milczał z opuszczona głową, potem podniósł wzrok i gromkim głosem oznajmił.
- Ogłaszam wszem i wobec, ze Ci ludzie są wolni, od tej chwili przestają być niewolnikami i mogą sami stanowić o swoim losie
I dodał.
- Jesteście głupcami, ale dzielnymi głupcami, od tej chwili sami możecie decydować, co zrobicie, czy będziecie walczyć czy nie i ... dziękuję Wam.
Grupa byłych niewolników zajęła miejsce na prawym skrzydle szyków obronnych wojsk Valindoru, a upiorne świsty ich piszczałek i zawodzenia straszliwe ich dud i grzmot bebnów ciszę wieczoru wypełniły.
Naraz chmury ciemne zebrały się nad osadą, pioruny straszliwie bić po ziemi poczęły, aż ziemia wokół jęczała, a skały, na których ulokowano osadę zaczęły dygotać i osypywać się. Takiej burzy dawno ludzkie oko nie widziało jakby same niebo było przeciwne tej bitwie.
Valindorczycy z niepokojem spoglądali w niebo, jeśli spadnie deszcz to łuki, główna bron obrońców będzie bezużyteczna, jednak Pani wojny skierowała swoje przychylne spojrzenie w stronę wojsk nadrilowych i nie spadła ani kropla deszczu.
Nagle nowy dźwięk wdarł się w niebo. Zagrały rogi bojowe Rohanu, surmy Skandelionu i fletnie Green Landczyków zagłuszając na chwilę piszczałki, dudy i bębny niezależnych. Wojska Nadrila stały w milczeniu czekając na wroga, niewrażliwe na dźwięki, błyskawice i grozę straszliwego ludzkiego walca, który zaczął się toczyć w ich stronę.
Bitwa o Trosso rozpoczęła się.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(11 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Valindor
Inne kroniki tego księstwa:
