Kronika: Puszcza Polańska
Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.
poniedziałek, 18. stycznia Anno Domini 1010
Księstwo: Dziadoszyce
Radość oswobodzonych mieszkańców Sadyby nie trwała długo. Wszyscy zostali powołani w kamasze, dostali do rąk zdobyczne włócznie oraz kwity na żołd, które, jak nadejdą lepsze czasy, będzie można spieniężyć.
-Sto jazda stoi pod Rampar - relacjonował Borzymirowi Ital Olbrzymi, jak zwykle zajmujący się dalekim zwiadem.-I piec...pieczcie... i połowa tego w cita. Piechota.
-Hmm...- zamyślił się Borzymir. -Kelval, podejdź tu, proszę.
Gdy Kelval pochylił się nad prowizoryczną mapą rozłożoną w garbarni, największym budynku, który ocalał w Sadybie; Borzymir zaczął mówić.
Miasto Sadyba położone było na dnie głębokiej zatoki, rozdzielającej onegdaj ziemie Dziadoszyców i Polan. Po swej zachodniej stronie miało kraniec dziadoszyckiego Starego Lasu, zaś od wschodu graniczyło z Puszczą Polańską, wielkim, niezbadanym obszarem leśnym, na którego południowo-wschodnim kraju leżało miasto Rampar. One samo położone było już na bagnach, które rozciągały się, het, na wschód i na południe. Rampar było werahorską twierdzą.
-Warto sprawdzić, co oni tam głębiej mają, bo jeśli Artur myśli, że będę tę twierdzę szturmował, to, hm... znowu jest w błędzie- Borzymir tłumaczył wielkiemu kapitanowi. -I teraz tak: sam Kelval tu nie wystarczy. My również musimy wsiąść na konie i zwiedzić puszczę, bo na pewno w coś niej jeszcze jest. Czyli musimy się rozdzielić. Tylko uważajcie, żeby nas podzielonych nie złapał!
Po paru dniach odkryto jeszcze jedno miasto, Wieliczkę, gród położony w lesie, a także Dobczyce - miasto sąsiadujące z puszczą od północy, ale leżące już na stepie. Poszczególne, konne Ławy Bojowe przemieszczały się ostrożnie po tym niewygodnym terenie, ponieważ wojska Werahor również nie siedziały bezczynnie. Widać było w miastach, które wszystkie właściwie były twierdzami, powoływane nowe oddziały wojsk, które to oddziały wykonywały mniej, lub bardziej zrozumiałe ruchy. Najgroźniejsza jednak była Straż Wa - setka jazdy, o niebotycznym morale, zaopatrzona prócz pancerzy skórzanych w skórzane tarcze, a prócz włóczni w maczugi. I łuki. Straż Wa stacjonowała w Rampar. Arturus był na swoim terenie, miał przewagę liczebną i Borzymir długo wahał się w kwestii kierunku, w którym uderzy. Rozkazy braci zostawiały mu bowiem wolną rękę i były krótkie: Bić Werahor.
W końcu problem rozwiązał się sam. Ława Kelvala, czyli jednostka wysunięta najbardziej na północ została osaczona w lesie przez, niespodziewanie się tam zjawiający, garnizon Wieliczki. Pozostała jazda Dziadoszan ruszyła jej z pomocą, ale w kierunku tym pędziła również Straż Wa, oraz wspierające oddziały piechoty z Dobczyc. Piechota braci, czyli świeżo powołani mieszkańcy Sadyby była zbyt daleko, by zdążyć na bitwę. Sprawę marszu utrudniał dodatkowo las. Żołnierzy Dziadoszan było więc w sumie stu sześćdziesięciu, a ich przeciwników - dwustu, ponieważ również nie wszystkie wojska Artura zdążyły na czas.
Zapowiadała się walna bitwa.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(13 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Dziadoszyce
Inne kroniki tego księstwa:
