Kronika: Śmierć po raz pierwszy
Przygotowane pod panowaniem władcy: Máel Coluim mac Cináed.
piątek, 20. sierpnia Anno Domini 1010
Księstwo: Strath Cluaidh
Jak do tego mogło dojść, zamyślił się Magnus Krwawy, patrząc z rezygnacją jak tamci otaczają go, gadają coś do siebie, oglądają się na czarne ptaszyska, które zdążyły już się zlecieć w słusznej liczbie, niechybnie wietrząc jatkę. Ciężkie od chmur niebo i wiatr zacinający padającym od wielu dni deszczem doskonale komponowały się z nastrojem rycerza.
Musi całkiem zbzikował ten młodzik. Co mnie wcale nie dziwi, nic jeno chlanie i chlanie, i jeszcze te plotki o prawym następcy tronu... Przypomniał sobie pierwszą wizytę w ponurym, na poły zrujnowanym zamczysku w Dumbarton, które szumnie robiło za stolicę świeżo powstałego księstwa. Garstka poddanych, ludzi przy broni ledwo trzydziestu, za to na samym zamku - zgroza, od miesiąca trwająca uczta, wszystko obsrane, jakieś ciała leżące po kątach, po korytarzach hula wicher, bo okna tylko niektóre zabite dechami. Na podwórcu błoto niemal po kolana, konia nie było gdzie zostawić, a dziwowali się miejscowi jak zobaczyli zwierzę, jakby to jaki elepfant był. Tfu! Nie tak wyobrażałem sobie Brytanię, pomyślał Magnus. Jakie licho mnie przygnało żeby przyjąć służbę u tego dzieciaka.
No ale przynajmniej płacił, w przeciwieństwie do poprzedniego, tego chytrego Fryzyjczyka, który jak mu było trza to prawie na kolanach błagał, ratujcie me księstwo mili moi, wynagrodzę, a jak żeśmy wyratowali krwi nie szczędząc to psami chciał poszczuć. Niby wielki pan ale jaki durny. Nas, psami. Ech, gdyby tu był ze mną choć jeden z tamtych druhów dobrych...
Płacił, bo jakeśmy pierwszy raz poszli z moimi chłopakami na luźne piktyjskie, saskie i wszelkiej innej maści kupy łupiące po okolicy to nie pożałował dwóch talarów na tydzień. I biliśmy tak że za drugi tydzień to już nie było co bić. Ludzi co prawda trzecia część wykruszyła się, bo po prawdzie to wtedy zwykłe gołodupce oni byli, nie to co dziś. Ale nawet nie był krzyw za straty Mael, nowych rekrutów jeszcze dodał, tyle że bez broni, bo pono nie było skąd wziąć. Zamiast zbrojowni wpierw świątynie kazał stawiać - ale może i słusznie?
Chyba jednak za dobrze biliśmy, bo się wielu ojców sukcesu wtedy znalazło i zaczęli kręcić, judzić i komplikować wszystko robiąc mądre i znaczące miny. Stratedzy! Trza było wówczas poszukać za jaką ciepłą posadką, na ten przykład zarządcy tej nowej osady, znaczy Greenock. Ale spodobało się puszyć na koniu przed dziewkami, komplimentów słuchać, jaki to Magnus silny i wielki rycerz...
I tym oto sposobem stoję dzisiaj sam między 30-stką wymalowanych jak pisanki Piktów, a moje chłopaki nie dojdą tu wcześniej jak jutro rano.
Napastnicy wrzasnęli nagle, rzucili się tłumnie ze wszystkich stron. Żegnaj życie, zdążył pomyśleć, zaklął, skoczył i ściął z krótkiego zamachu pierwszego nadbiegającego malowańca. Walka była długa i zacięta. Magnus zwany Krwawym ubił jeszcze czterech zanim pozostali osaczyli go, obalili i tłukli kijami aż wyzionął ducha. Na obcej ziemi, ku chwale bliżej nikomu nie znanego księstwa w dolinie rzeki Clyde.
Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(11 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Strath Cluaidh
Inne kroniki tego księstwa:
