herb księstwa Hrabstwo Tuluzy

Kronika: Spotkanie na Głównym Trakcie Piemontu

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bertrand de Saint-Gilles.

niedziela, 25. lipca Anno Domini 1010

Księstwo: Hrabstwo Tuluzy

- A czego to? - spytał nieuprzejmie prałat świątyni Silcza, przybyłego właśnie z drużyną dziesiętnika landsknechtów.
- Panie - zaczął tonem raczej nie zdradzającym szacunku, a nawet zuchwałym zapytany dziesiętnik - spieszymy ci donieść, że od stolicy Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca, czyli portowego Hagos, drogami Piemontu, zmierza właśnie w kierunku wschodnim poczet rycerski z wiadomym ci zapewne ładunkiem. Tedy też, pasowany Pan na Silczy i Andorii, lennik Hrabiego Tuluzy, szlachetny Tankred de Les Valls d'Andorra, nakazuje ci przygotować odpowiednio świątynię, gdzie na czas odpoczynku w podróży, owy cenny ładunek złożonym zostanie. A takoż rozkazuje ci, byś co rychlej gawiedź skrzyknął, by tłumnie na trakt wyszła na powitanie swego Pana, który z Andorii właśnie z pocztem wyruszył, by owy cenny ładunek na swych włościach przywitać.
- O Matko... - wyrwało się z ust przestraszonego tymi wieściami prałata - A kiedyż to szlachetny Tankred de Les Valls d'Andorra stanie w Silcza?
- Wczoraj prałacie, wczoraj - odpowiedział z drwiącym uśmiechem dziesiętnik, a potem skłonił się lekko i wyszedł z plebanii.

Centralny Piemont choć gęsto lasami porośnięty, jest wszelako ludnym rejonem, tedy i nie dziwota, że na wieść o jakimś nadzwyczajnym ładunku, który traktem przez Piemont do Doliny Andory zmierza, całe chmary gawiedzi pojawiły się wzdłuż traktu, a szczególnie na wielkiej leśnej polanie, przez którą owy trakt prowadził, by oczy owymi dziwami nacieszyć i szacunek swemu Panu, szlachetnemu Tankredowi oddać, który podobno już z Silcza na powitanie owego wyjechał. Dodatkowo zapał wśród gawiedzi do oddawania czci swemu Panu, był wzmocniony poprzez licznych lochaberów z Andorii, którzy pojawili się z nagła, by owego zapału dopilnować. Zaczem wzdłuż całego traktu gwar panował niebywały.

Wtem od wschodniej strony traktu, ukazali się pędzący z wrzaskiem knechci:

- Wszyscy na pysk! Pan nadjeżdża! - wrzeszczeli i pędzili dalej na zachód - Wszyscy na pysk!

Krótko po owej zapowiedzi, bo nie dłużej niż siedemnaście zdrowasiek chwili trwającej, kiedy już wszyscy chłopi i ich rodziny poczynali drżeć od chłodniej ziemi, której głowami dotykali, a takoż z napięcia nerwowego jakie wszystkim się udzieliło, z za zakrętu wyłonił się niebywale strojny i bogato uzbrojony, a wolno zmierzający na polanę, poczet Tankreda de Les Valls d'Andorra.

Wjechawszy na polanę, Tankred uniósł lekko prawicę i poczet stanął.

- Wiwat Nasz Pan! - krzyknął dziesiętnik dowodzący lochaberami, którzy szczelnie obstawiali polanę.
- Wiwat! Wiwat! Wiwat! - skandowały tłumy
- Bedzie, bedzie - powiedział znudzony Tankred i dał prawicą znać, że bedzie.
- Bedzie - krzyknął dziesiętnik lochaberów i dał ręką znak, że można wstać

Cała polana natychmiast ucichła i wszyscy zebrani na niej i wokół niej wstali i poczęli spozierać na zachód, mrużąc oczy od słońca, bo choć już wieczór się zbliżał, to słońce jeszcze wysoko nad koronami drzew świeciło. Nagle szmer tłumu przemknął przez polanę, bo od zachodniej strony poczęli ukazywać się jacyś podróżni, których to jadących od strony zachodzącego słońca, zrazu trudno było rozeznać. Wszelako niedługo można było dostrzec, że na czele pochodu zmierzał pasowany Atenodor Spiżowy, Brat i Mistrz Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca w towarzystwie kilkunastu Braci i Półbraci Zakonnych. Zaś w małej odległości za nimi ukazał się wspaniały poczet lennika Bertranda de Saint-Gilles, szlachetnego Simona IV de Montauban, pana na Beska i Montauban. Co ciekawe, szlachetnemu Simonowi, towarzyszył jakowyś inny wielce znaczny rycerz, który choć ubrany w płaszcz zakonny bardzo podobny do tego jaki Bracia Zakonu św. Rudolfa Krzyżowca nosili, wyglądał jednak zgoła inaczej, gdyż jego płaszcz zdobił duży i cały czerwony krzyż, a przecie Bracia Zakonni, którzy swą stolicę w Hagos mieli, nosili znak złamanego czerwonego krzyża.

Wżdy nim gawiedź, która gęby ze zdziwienia pootwierała, nacieszyła oczy widokiem pocztu Simona IV z którym owy tajemniczy rycerz jechał, na polanę począł wytaczać się ogromny, a kryty i cały żelazem okuty wóz taborowy, wokół którego wolno podążali jakowyś zbrojni, którzy takoż całe czerwone krzyże na białych płaszczach nosili. Owy wóz i towarzyszący mu knechci przedstawiali widok tak groźny i zarazem tak dostojny, że wielu młodych kmieci aż posiadało na ziemi ze wzruszenia, zamarzywszy w jednej chwili, by zaciągnąć się do formacji tak wspaniałej. Z kolei u dziewcząt, choć z natury płochych, widok ten wywołał wręcz skry w oczach, a wszystkie wraz szerokimi i pięknymi uśmiechami poczęły wabić tych wspaniałych junaków wóz pancerny tak piękny i zbrojny osłaniających, w swoją stronę.

Zaczem za owym wozem z eskortą, który takie wrażenie na wszystkich robił, na polanę począł wyłaniać się regiment scutati, a za nimi całą kolumnę zamykając jechało znów kilku Braci i Półbraci z Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca, którym przewodził młody konwertyta, pasowany Celadriel Wysoki w nowy piękny biały płaszcz z cudownie haftowanym znakiem złamanego czerwonego krzyża ubrany.

W tym miejscu trzeba niewtajemniczonym wyraźnie zaznaczyć, że pod sztandary hr. Bertrand de Saint-Gilles, który z Woli Bożej na teraz władał po swym ojcu Hrabstwem Tuluzy, przybywało wielu szlachetnie urodzonych, którzy odkrywszy wcześniej że w błędach wiary żyli, dokonywali konwersji na trypolitanizm, w nagrodę za co, dostępowali zaszczytu służenia w Rycerskim Zakonie Braci św. Rudolfa Krzyżowca, gdzie nie tylko wysokie apanaże ich czekały, ale i wielka sława rycerska! I takiego to właśnie zaszczytu dostąpił szlachetny Celadriel Wysoki, a jeszcze wcześniej szlachetny Atenodor Spiżowy, który nawet Mistrzem owego Zakonu został.

- Witajcie szlachetny Panie, władco tych ziem - zwrócił się do pasowanego Tankreda de Les Valls d'Andorra, ukłoniwszy wcześniej, Atenodor Spiżowy który właśnie z czołem kolumny zbliżył się do pocztu Tankreda
- Witajcie - odrzekł Tankred, a po nie znaczniej chwili dodał - Panie... - i lekko skinął głową.

To dość zimne przywitanie, które dla zebranej gawiedzi wydawało się naturalnym, nie umknęło uwadze Braci Zakonnych z pocztu Atenodora, którzy doskonale zdawali sobie sprawę, że szlachetnie urodzeni Ziem Hrabstwa Tuluzy, nie darzyli konwertytów, choć szlachetnie urodzonych i służących jako dowódcy w Zakonie Braci św. Rudolfa Krzyżowca szczególnymi względami. I bynajmniej nie wynikało to z tego, że szlachta tej ziemi uznawała się za lepszych wyznawców trypolitanizmu od konwertytów, choć tak to mogło wyglądać dla oczu postronnych. Prawdziwym bowiem powodem tej niechęci było przekonanie rodzimej szlachty, że konwertyci donoszą o wszystkim do Hrabiego, by zasłużyć na Jego łaski i kolejne awanse w Zakonie, przez co rycerze Tuluzy nazywali konwertytów żandarmami, co było określeniem wielce obelżywym. Dodatkowo szlachetnie urodzonych Tuluzy, drażnił fakt że konwertyci dowodzili Zakonem w skład którego wchodzili najlepiej wyszkoleni i wyposażeni zbrojni Hrabstwa.

Sytuacja ta naturalnie wielce odpowiadał hr. Bertrandowi de Saint-Gilles, który dzięki niej, z jednej strony miał w Zakonie dowódców, którzy nie mając oparcia w rodzimej szlachcie Hrabstwa i w dodatku będąc konwertytami, byli gotowi wykonać wszelkie, nawet najbardziej szalone lub podłe rozkazy jak to zwykle u przechrzt bywa, a z drugiej strony, był Hrabia pewnym, że dowódcy Zakonni nie są w stanie zbuntować przeciwko niemu najlepszych Braci i Półbraci Zakonnych z regimentów Zakonnych, na których wyszkolenie i wyposażenie nigdy grosza nie żałował, bowiem ci znów wywodzili się z najstarszych kmiecich rodów Tuluzy i na służbę do Zakonu trafili oddani przez swych ojców, gdy pokończyli po siedem lat i od tamtej pory szkolili się w przeróżnych akademijach Tuluzy, przez co byli często nazywani Janczarami Zachodu lub Janczarami Hrabiego. Swoją drogą, Janczarzy Hrabiego byli uwielbiani nie tylko przez cały lud Hrabstwa Tuluzy, ale i przez całą szlachtę tegoż, pomimo iż ta ostatnia nie cierpiała [z wiadomych powodów] ich dowódców.

Zatem po tym chłodnym powitaniu, Atenodor ustawił swój poczet czołem do traktu i bez słowa patrzył jak do Tankreda zbliżał się poczet Simona.

Wtem Simon IV de Montauban, pan ziem po których do tej pory podążał wóz z ładunkiem, podniósł prawicę i zatrzymał pochód, a następnie zsiadłszy wraz z tajemniczym rycerzem z koni, ruszyli pieszo w kierunku Tankred de Les Valls d'Andorra, który również zsiadłszy z konia podążał już w ich stronę.

- Witaj przyjacielu na mych ziemiach - powiedział głośno i radośnie Tankred ściskając serdecznie Simona, a wykorzystując moment serdecznego uścisku, zapytał go szeptem - A co to za cudaka ze sobą przywiozłeś?
- Nie poznajesz Ottona? - odpowiedział głośnym pytaniem Simon
- Ottona?! - w głosie Tankreda było słychać wyraźne zaskoczenie - Otton de la Rocheza? To ty bracie? - zwrócił się do tajemniczego rycerza Tankred.
- A już ci, a już ci - odpowiadał śmiejąc się Otton - nie poznałeś starego druha z którym od szczenięcych lat w dziecięcej drużynie Hrabiego służyłeś?
- A niech cię, aleś się zmienił.
- A już ci, a już ci, a ty to niby nie?

Śmiali się i przekomarzali starzy przyjaciele, którzy takoż jak inni synowie szlachty Tuluzy, od siódmego roku życia szkolili się razem w akademijach Tuluzy, a potem razem służyli w młodzieńczym poczcie Bertranda de Saint-Gilles.

- A w coś ty się ustroił? Co to do Templariuszy przystałeś? - śmiał się dalej i pytał Tankred.
- Eeee... tam, to tylko tak na czas podróży, zresztą w Ziemi Świętej wielu z naszych tak się nosi.
- A to nie wiesz, że Templariusze podpadli królowi Francji i ten ich ściga po całym świecie? Przecież to ryzyko tak się w Europie ustroić, szczególnie jak się taki cenny ładunek wiezie.
- A już ci, a już ci. Jeno że ja tak specjalnie mam na siebie uwagę wszelkiego ścierwa ściągać, a dodatkowo Stary Hrabia chce tym pokazać Francuzom, że ma ich w dupie, jak zwykle zresztą.
- Ściągać na siebie uwagę? A po jaką cholerę? Przecie w ten sposób Całun, który nie wiedzieć czemu Całunem Turyńskim zowią, mógł się co uchowaj Boże, dostać we wraże łapy!
- Ba! A to ty nic nie wiesz!
- Niby czego?
- Ano widzisz, miałem ja na siebie całą uwagę ściągać, bo za mną, ino cichaczem, zmierza do Hrabstwa Stary Pan wraz z całym dworem, bo jak zwykł mówić ma już dosyć szarpania się z Maurami i zamierza odpocząć na stare lata w Beziers i oczy widokiem wnuków nacieszyć.
- Aaaa... to już teraz rozumiem, czemu Całun ma w Silvermoon być złożonym, zamiast w Tuluzie. Pewnie Tuluzę Hrabia przeznaczył na miejsce złożenia relikwii Świętego, skoro Stary Pan wraca z Dworem do dom.
- A już ci, a już ci ...
- No dobra, dobra - wtrącił się do rozmowy Simon - jak już tak wiesz wszystko, to może byś nas wreszcie zaprowadził na ucztę jakąś, bośmy wielce zdrożeni.
- A tak, tak, tak, wybaczcie, wybaczcie. Wraz podążymy do Silcza, gdzie wypoczniecie kilka dni, a potem ruszymy do Silvermoon, gdzie już nasz Otto nas ugości.
- Ja?
- A prawda, prawda, ty jeszcze nic nie wiesz. Otóż mocą inwestytury, nasz Hrabia oddał ci jako zapłatę za twój trud Silvermoon w lenno.
- Orzesz w mordę, tegom się nie spodziewał. Alem rad z tego wielce, bo słyszałem że moje ziemie w Burgundii, silnie podczas mojej nieobecności podupadły.
- Ha! Za to Silvermoon to magnacka fortuna, a i El Cid Campeador od jakiegoś czasu tam szalej i niezależną hołotę wycina, a takoż gospodarkę i świątynię na przyjęcie Całunu szykuje.
- A co to za Cid? Nie znam go.
- A tak, tak - zaśmiał się Simon - bo my tak teraz Rodriga Diaz de Vivar nazywamy.
- Rodrigo? A niech to. Radem wielce że to on się zajmuje moim wianem, bo już w akademijach był doskonałym organizatorem wszelakich rzeźni.
- O to prawda - powiedzieli śmiejąc się niczym jeden mąż pozostali rycerze.
- Tedy ruszajmy w drogę, zapraszam do Silcza!

Kiedy kolumna ruszyła, gawiedź wstała z kolan i ponownie poczęła wiwatować na cześć swego pana Tankreda i jego gości, a Otton korzystając z tego niesłychanego zgiełku, zapytał cicho Tankreda:

- A z Celadrielem Wysokim się nie przywitasz?
- Nie bede gadał z żandarmem.
- A co słychać u Raimonda Rogere Trencavel?
- Aaaa... siedzi z Hrabią na południe od Tuluzy, bo jakoś tam niewesoło się ostatnio zrobiło. Podobno Kabbir ogromną armię na naszych granicach zbiera i jakoweś dziwne listy od Liraela do naszego Bertranda przychodzą.
- Noooo... to jak Stary Hrabia do dom powróci i te listy przeczyta, to wojna pewna.
- Jako żywo, jako żywo.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(11 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Hrabstwo Tuluzy

Inne kroniki tego księstwa: