herb księstwa Ziemia Krakowska

Kronika: Stara Ładoga

Przygotowane pod panowaniem władcy: Kazimierz III Młody.

poniedziałek, 6. czerwca Anno Domini 1011

Księstwo: Ziemia Krakowska

Łucznicy krakowscy kręcili się już w pobliżu Starej Ładogi od paru dni. Miasto widziane z oddala sprawiało przygnębiające wrażenie. Zamek leżał w ruinie, dymy z niedogaszonych pożarów unosiły się w powietrzy. Stada wron i kruków kracząc sugerowały, że tam w mieście leży krwawa ich uczta.

Nasław długo czekał na rozkaz od księcia Kazimierza by odbić z rąk okolicznych band to piękne niegdyś miasto założone jeszcze przez Aleksandra Newskiego a później tak pięknie rozbudowana do górskiej rezydencji przez Henryka Sandomierskiego.
Wreszcie przybiegł goniec z Czerska z krótkim rozkazem - "Zdobywaj!".

Łucznicy kopniakami rozrzucili na boki słabo trzymającą się bramę i wdarli się na ulice Starej Ładogi. Nie uszli daleko jak wszyscy stanęli jak wryci.
Zgroza ścisnęła im serca. Wzdłuż głównej arterii miasta wiodącej od bramy do rynku, po obu jej stronach były wbite pale a na nich ludzkie szczątki.
- To muszą być sandomierskie - wyszeptał jeden z dziesiętników do Nasława. Ten w milczeniu skinął głową i cicho rozkazał - idziemy.

Oddział powoli i ostrożnie posuwał się do przodu. Słychać było tylko krakanie padlinożerców i czuć było odór spalonych ciał.

Nagle krzyk przeraźliwy, krzyk rozpaczy, skowyt nieludzki przeciął ciszę i trwał i trwał.
- Biegiem - wrzasnął okropnym głosem Nasław i oddział runął na rynek.
Oczom wojów okazał się widok jak z katowni.
Na kole połamanego wozu był rozciągnięty nieszczęśnik w barwach księcia Henryka Sandomierskiego. Nie mógł się ruszać więzy skutecznie przytwierdziły go do koła. Za to krzyczał, skowytał jak oprawiane zwierzę.
Nad nim pochylał się jego oprawca, zbir bez barw za to z nożami w ręce. Kroił on nieszczęśnika żywcem, wyrywał mu wnętrzności i zdzierał skórę z wielką satysfakcją.
Tego było dość Nasławowi - Ubić ale nie niszczyć strzał.
Oddział zwarł szyk, woje trzymali przed sobą sztywno łuki. Ich narastające kroki zwróciły uwagę zbira. Odwrócił się i zobaczywszy niebezpieczeństwo chwycił włócznię i rzucił się sam na łuczników.

Pierwsze starcie było tylko poszturchiwaniem i odbijaniem włóczni oprawcy. Oddział jak na paradzie zawrócił i znów rzucił się biegiem na zbira. Ten tylko się śmiał ale wiedział już to jego ostatnie chwile.

Gdy oddział dobiegł do Nasława na środku rynku Starej Ładogi sterczała tylko włócznia nad tobołkiem łachmanów i jakiś ochłapów mięsa.
- Wywalić mi to ścierwo z miasta ale nie do wody tylko dajcie krukom na pożarcie - Nasław był wściekły sam na siebie, że tyle zwlekał, mógł tego człowieka uratować.

- Panie znaleźliśmy drugiego jeńca, był związany modą tatarską w kij ale żyw on - meldował jeden z łuczników.
- Dać mu jeść, pić i odprowadzić poza bramy by wrócił do swoich - rozkazał Nasław.
- Panie, sandomierski mówi, że ten oprawca w ubiorze bandyty to był człowiek Cara! - meldował dalej łucznik.

Tfu splunął ciężko Nasław, popatrzył na widok zrujnowanego miasta i trupy walające się w zakątkach.
- Pochowajmy ich to przecież ludzie - rozkazał drużynie.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(9 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Ziemia Krakowska

Inne kroniki tego księstwa: