Kronika: Tener fiebre.
Przygotowane pod panowaniem władcy: Sancho III Stary.
środa, 27. października Anno Domini 1010
Księstwo: Navarra
Sancho już drugą noc z rzędu zalegał w łożu bez przytomności.
U wezgłowia czuwał wierny sługa i co jakiś czas zmieniał zimny kompres na głowie starca. Siwe, przesiąknięte potem włosy oblepiały twarz, ciałem wstrząsały dreszcze, coś mamrotał niezrozumiale, od czasu do czasu wymachiwał rekami, kopał nogami...
"....gdzie ja jestem, gdzie ja jestem , dopytywał sam siebie. Zdawało się, że to arena corridy, lecz owalna a nie okrągła. Pod stopami nie wyczuwał drobnego piasku ale gęstą , krótko przystrzyżoną trawę. Dookoła wznosiły się potężne, piętrowe trybuny na których zasiadało mrowie gawiedzi i pospólstwa. Krzyczeli, wyli jak potępieni coś dziwacznego >la liga , campeon, la liga<. Nieba nie było, gwiazd nie było, tylko jakieś diabelskie pochodnie oślepiały oczy piekielnym blaskiem. W powietrzu wyraźnie czuć było zapach siarki. Na trawie wyrysowane jakieś dziwaczne runy, diabelskie znaki, koła, kreski, linie. Obejrzał się za siebie, stała garstka jego ludzi, ledwie przyodzianych, bez rynsztunku, z odkrytymi głowami. Czeluść, dom czarta, dno piekieł... . Na przeciw , za białą linią przekreślającą białe koło takoż stali jacyś ludzie, też licho przyodziani. Wtem jakiś człek dla niepoznaki na czarno przyodziany niczym rzezimieszek, rzucił w czarci krąg coś jak by naduty pęcherz wieprza, takoż jak i cała okolica naznaczony dziwnymi, diabelskimi runami. Trybuny zawyły jeszcze głośniej, jacyś sekundanci na skraju pastwiska poczęli wydzierać się i wymachiwać rękami, złorzeczyć ku sobie i całej reszcie... wszyscy dookoła jak by postradali rozum, rzucili się kopać świński pęcherz, Sancho czuł, że opuszczają go resztki sił, padł nieprzytomny na trawę a ostatnia myśl jaka mu przemknęła przez rozpaloną głowę WOJNA WOJNA... "
Seńor. Seńor Mio. Seńor - usłyszał jak zza ściany, otworzył oczy. W izbie panował półmrok, na czole czuł zimny okład. Świtało.
Que..., Que... wymamrotał.
Gracias a Dios. Gracias a Dios wyszeptał sługa. Muy Seńor Mio, była wielka bitwa, straszliwa bitwa.
Que...?
Wygraliśmy, zwycięstwo, wielkie zwycięstwo!
Gracias a Dios , wyszeptał tym razem Sancho. Mów, rozkazał krótko.
Wojska nasze wpierw naszły niespodziewanie przednie straże Styrii na stepach opodal Bakczysaraj. Nasi wycięli w pień ponad stu, jeńców nie brali. Lecz zaraz potem wyszła główna armia Styrii, prawie 1000 ludzi, 500 szkolonego wojska i ponad 480 kmieci.
A nasi? W jakiej sile szli nasi , dopytywał się coraz żywiej Sancho.
Don Diego prowadził 550, Seńor Mio. Nasi szli do obozu wojskowego, mieli już resztki jadła, ledwie na dwa dni. Styryjczycy w tak znacznej przewadze idąc nie mitrężyli i z marszu poczęli szykować się do bitwy. Nasi ledwo szeregi uformowawszy, takoż stanęli gotowi.
Stało po stronie Styrii 400 szkolonych kuszników i 200 łuczników.
80 kolczug mieli, 400 włóczni, 300 pancerzy. Lecz, co dziwne, ich pospólstwo nastroje miało podłe i nie poprawiało im się.
Naszych było 300 koni i 250 pieszych. 50 kolczug, 400 pancerzy, 200 tarcz i 550 włóczni. W nastrojach wyśmienitych, wszyscy gotowi byli umrzeć za Waszą Wysokość.
Zdawało się, że wystrzelają nas w dwu straszliwych salwach, nim bić poczniemy. Nasz dowodzący, mimo, że takoż posiadał 200 kusz i 150 łuków, zakazał strzelania, mimo iż w szeregach swych posiadał nadzwyczajnych strzelców blisko 100. Jeno 80 niezgorszych dostało polecenie strzelania. Staneli na przodzie, iż by przeciwnik myślał, że ławą do strzelania iść będziem. Lecz dla pozoru to zamarkowano i cała reszta jak jeden do biegu pośród strzał była gotowa. Pierwsza salwa wroga była straszliwa, jednakowoż konni zdzierżyli w siodłach, aczkolwiek 130 pieszych padło. Od 200 łuków wroga jeno garstka nieliczna poległa. Poczem nasza konnica już na garb wrogowi siadła, z pierwszej szarży prawie 200 wrogów padło, a kmiecie uciekać z pola zaczęli. Potem druga salwa z kusz była lecz już tylko 70 naszych padło, jednakowoż przecie i nasi kusznicy dzielnie szyli i straty po obu stronach były. Poczem nasi konni i piesi dopadli najdalszych szeregów wroga i nastąpiła rzeź straszliwa. Dość powiedzieć iż z jednego uderzenia blisko 400 wrogów padło lub zbiegło w panice. Jeno 20 jeńców żywych wzięto. Lecz i po naszej stronie śmierć kosiła srogo. 150 najlepszych jako żywo, bitwę wygrało.
Gracias a Dios, wyszeptał ponownie Sancho. Que anunciar don Diego?
Seńor Mio. Don Diego poległ w chwale za pomyślność Navarry, takoż i Juan Bono de Quejo, jakoż i Lope de Aquirre.
Zatem któż tam dowodzi, wszyscy najlepszej krwi polegli...
Seńor, dotarł tam tuż po bitwie Francisko Pizarro, sam go Seńor posłałeś, nim gorączka cię zmogła.
A, w rzeczy samej, co zatem pisze ten Pizarro?
Seńor Mio, nic i obawiam się , że nic nie napisze...
Jak to?! Czyż ubity zaraz pierwszego dnia?
Nie, Muy Seńor Mio. To kompletny analfabeta, ale dowodzić potrafi jak mało który. Sekretarza mu trzeba, a przecie tam wszyscy piśmienni polegli.
Zatem zawezwij przed nasze oblicze Hernana Cortesa de Monroy. Nie co pazerny to człek, lecz piśmienny. W drodze po złoto i sławę nikomu nie da się wyprzedzić.
El orden, Seńor Mio.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(16 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Navarra
Inne kroniki tego księstwa:
