Kronika: Trypolis, kwiecień AD 1010
Przygotowane pod panowaniem władcy: Rajmund z Tuluzy.
piątek, 30. kwietnia Anno Domini 1010
Księstwo: Hrabstwo Trypolisu
Boże, Boże, Boże...
Ileż to krwi ta ziemia jeszcze musi zobaczyć, nim Prawdziwa Wiara na niej zatriumfuje i nim Szlachetny Król Trypolisu, a dziedziczny Hrabia Tuluzy i Głowa Kościoła Trypolitańskiego spokoju zazna w swym zamku, gdzie będzie mógł pić spokojnie i do woli pośród swych Żon i Dam?
Tedy nadszedł kwiecień, miesiąc przerażający, raz dlatego że komary się na bagnach pobudziły, a dwa dla dlatego, że straszliwe walki na Bałkanach Semel Centum wybuchły, które już tak wiele istnień ludzkich i Galilejskich, życia pozbawiły.
Wraz bowiem po raporcie Kelvala, Boski Król Trypolisu nakazał wzmocnienie wojsk południowych, które głównie z samobójców się składając, nie były w stanie zatrzymać kontrataku łuczników z Ibelin. Tedy pomknęła na południe doświadczona Chorągiew kawalerii, którą młody rycerz Celadier Olbrzymi dowodził. I wyglądało, że sytuacja na południu zostanie opanowana. Ba! Nawet sam Kelval Czerwony, choć z gruntu chłodny, był wielce tym wzmocnieniem uradowany, nakazując zaraz marsz na coraz śmielej poczynających sobie łuczników Ibelin. Kiedy nagle i nie wiedzieć skąd! Do obmierzłych łuczników Galilei, dołączyły dwie konne chorągwie! W dodatku jedna złożona z samych weteranów, a druga z doświadczonych wojaków i cała ta masa heretyckiej hołoty wydała bitwę wojskom Kelvala!
Natychmiast tedy poczęto wojska i chłopów Trypolisu sposobić do bitwy, która ich czekała, kiedy okazało się, że owe przybyłe chorągwie galilejskie, przywlokły ze sobą całe masy kusz i faszyny, za którą te psy mają zwyczaj chować się podczas walki - co zapał bitewny w wojskach Kelvala ostudziło zupełnie.
Zatem wolno i niechętnie wojska Trypolisu sposobiły się do bitwy, która następnego dnia ich czekać miała, a sam Kelval będąc wielce zaniepokojonym, objeżdżał i sprawdzał wszystko osobiście, szczególną uwagę zwracając na jedyną doświadczoną chorągiew jaką dysponował pośród mas żółtodziobów i zwykłych chłopów. I tylko Celadier wydawał się zadowolony, że w tak wielkiej bitwie przyjdzie mu dowodzić najlepszym oddziałem w wojskach Kelvala.
I tak po całej nocy przepracowanej pośród wojska i ciągłego ględzenia Celadiera, jaka to wieczna chwała i honor ich czekają, a tuż przed samym świtaniem, zdrożony Kelval udał się do swego namiotu, by choć trochę wywczasu przed bitwą zażyć. Wtem, gdy tylko oczy przymknął, zbudził go jeden z Gidów, którzy wartę u namiotu pełnili, z informacją że jakiś potężny oddział od północy kłusem na obóz zmierza. Wraz zerwał się Kelval z posłania i alarm kazał ogłosić.
Na ten rozkaz, natychmiast zakotłowało się w obozie i wojska poczęły się w ciszy sposobić do odparcia niespodziewanego ataku, kiedy od północnej strony obozu począł się podnosić i wzmagać jakowyś ryk niesamowity, który na ryk radości chłopskiej jak nic wyglądał. Zdziwieni tym Kelval i Celadier, wyszli przed swe namioty choć żaden z nich nie przyodział się jeszcze do końca we wspaniałe zbroje płytowe jakie od Króla Trypolisu otrzymali i stanęli oniemieli. Jakowoż już z tej odległości dojrzeć mogli, że to ulubieniec Króla, Szlachetny Sofroniusz prowadzi Chorągiew kawalerii z samych weteranów złożoną!
Zewsząd też poczęli w kierunku nadjeżdżających biec chłopi i żółtodzioby, by z bliska oczy nacieszyć widokiem tych wspaniałych knechtów, którzy już tak wiele wojen odprawili, a teraz przybywali im z pomocą!
Nie było jednak czasu na radosne powitania, bowiem wraz trąby straży dały znać, że coś niepokojącego w obozie Galilejczyków się dzieje. Jako też tak było, bo i Galilejczycy straszny wrzask radości podnieśli, gdyż i do nich dołączył kolejny oddział, który z weteranów samych się składał.
Tedy wszystko stało się jasne i oczywistym było, że po stronie Galilei będzie walczyć 340 kuszników, a po stronie Hrabstwa Trypolisu stanie do walki jedynie 268 żołnierzy z czego tylko 3 rycerzy i 50 knechtów weteranów.
Kelval nie bacząc na to, szybko ustawił w środku swych sił Chorągiew Sofroniusza w której sami weterani służyli, a na prawym skrzydle doświadczoną Chorągiew Celadiera Olbrzymiego i nakazał się szykować do szarży. Wraz też weterani sprawnie się ustawili i z lekkimi uśmieszkami patrzeli na nieporadnych żółtodziobów, którzy zajmowali stanowiska z ich prawej i lewej stron. Wtem wśród weteranów przeszedł szmer oburzenia i posypały się w stronę Galilejczyków obelgi z ich ust, jakoże nawet weterani Galilejczyków, poczęli złazić z koni i za faszynę się chować kusze szykując, co nijak rycerzom i knechtom nie przystoi.
Wtem padł rozkaz Kelvala i wszystkie chorągwie Trypolisu ruszyły ławą na tą bezczelną hołotę, która za faszyną się kryła. Zrazu kawaleria Trypolisu rozpędzała się powoli, by piechota za nią nadążała, gdy padła salwa z kusz hołoty. Boże! Jakież spustoszenie owa salwa wywołała pośród rekrutów i chłopów Trypolisu! Ponad 100 wiernych poddanych Trypolisu zaściełało ziemię po owej salwie. Widząc to, Kelval spiął konia i pognał w kierunku wroga na złamanie karku, a zanim dwie chorągwie kawalerii. Jednako padalcy z południa, wysłali duży oddział samobójców naprzeciw kawalerzystów i choć nijakich strat ci samobójcy knechtom Trypolisu nie zadali, to jednak na krótki moment spowodowali wyhamowanie szarży, co pozwoliło hołocie południowej ponownie napiąć kusze i oddać drugą salwę, która takoż była zabójcza!
Dopieroż po owej drugiej salwie, kawaleria Trypolisu wraz ze swymi dwoma rycerzami dopadła wroga i rozpoczęła się straszliwa walka wręcz! Niestety, zbyt dużo żołnierzy Kelvala poniosło śmierć od bełtów, by sprostać przewadze liczebnej hołoty Galilei. I tak oto polegli bohaterską śmiercią Pasowani Kelval Czerwony, Sofroniusz i Celadier Olbrzymi, a wraz z nimi ich wspaniali knechci, którzy walczyli do ostatniego tchnienia, dzięki czemu wysłali do piekła ponad 240 Galilejczyków!
Zaraz też podnieceni tym haniebnym zwycięstwem, rzeźnicy z południa podążyli na północ, kierując się na Aminos i Trabzon.
Wielka trwoga opanowała ludność owych miast, a nawet wojska Trypolisu oblegające Limasol, gdzie za potężnymi murami schroniło się ponad 340 poddanych Hugona z czego ponad 150 było weteranami w kusze uzbrojonymi.
- Co nam czynić?! - rozpytywali się setnicy, a nawet zwykli knechci i tylko Majestat Pana i Władcy, który obozował opodal, spokój i karność pozwalał zachować pośród wojska i osadników.
Jednako sytuacja była ciężka, tem bardziej wszystkich zdziwił rozkaz Króla, by co prawda ewakuację Aminos przeprowadzić szybko, ale z ewakuacją Trabzon zwlekać. Nikt, nawet rycerze nie potrafili pojąć tych rozkazów Boskiego, choć każdy skwapliwie je wykonywał.
Dopieroż kiedy Hugon nakazał swym wojskom i osadnikom uwięzionym w Limasol, by do szturmu na oblegających ruszył, podczas gdy zwycięska setka padalców weteranów, która między innymi Kelvala zabiła, uderzyła na Trabzon, by we krwi jego osadników się nurzać, jasnym się stał Wielki Plan Króla. Albowiem Boski w swej nieskończonej przenikliwości, uznał że Hugon nie jest wielkim wodzem i jak nic, rozdzieli swe siły na bezbronny Trabzon i Limasol, co też się stało!
Tedy wojska dowodzone przez Głównodowodzącego Wojsk Polowych Hrabstwa Trypolisu Szlachetnego Birshama Srogiego, bez większych problemów i z okrzykiem na ustach God Save the King! wyrżnęły załogę i obrońców Limasol, choć ci wszyscy w kusze byli wyposażeni i ruszyły za setką padalców, która niczym szczury poczęła uciekać z Trabzon do Ibelin, gubiąc po drodze swoją faszynę z którą wszędzie zwykła jeździć!
Tak tedy, gdy sytuacja wydawała się już opanowana, jak grom z jasnego nieba, nadeszła do Króla wiadomość, że Prusacy zaatakowali wojska Hrabstwa Odessy, które stacjonowały nieopodal Nikozji! Było to tym straszniejsze, że w niezwykle trudnym położeniu postawiło Szlachetnego Baldwina, którego część wojsk oblegała właśnie Nikozję w której znalazła schronienie elita wojsk Galilei, cała w żelazo zakuta.
Cóż, skoro los tak okrutny żart zgotował Królowi, Boski w porozumieniu z Hrabią Baldwinem, nakazał odwrót swych wojsk na całej linii, na swe Rodzime Ziemie i w stronę Samandar, gdzie stoi świątynia św. Rudolfa.
Jednako Król Trypolisu i podczas odwrotu nie zaniedbał starań, by wojska nacierające na Trypolis osłabić. A tsza tu nadmienić skwapliwie, że straszliwa potęga ruszyła za cofającymi się wojskami Trypolisu, albowiem oprócz 200 sławnych wojowników i weteranów Galilei, na Ziemie Trypolisu wkroczyło prawie 600 sławnych wojowników i weteranów Prus, a wszystkie te wojska konno się poruszały! Zatem najsampierw Król nakazał pozostawiać za sobą co jakiś czas beczki pełne spirytusu, czym doprowadzał do rozpaczy Starego Pierdołę, a takoż Wielki Rajmund z Tuluzy, nakazał pozostawić na pastwę wrogów liczny zastęp markietanek, które choć na kiłę chorowały, to wiece urodziwe były!
Takie oto zdarzenia straszne się działy, które jedynie Sam Król Trypolisu udźwignąć na swych ramionach był zdołan, jakoże nawet pośród rycerstwa morale upadało od znoszenia ciągłych trudów wojen, a teraz owego cofania się na północ wobec tak potężnego najazdu Prus i Galilei.
- Pierdoła! Skup się baranie! - ryknął Boski na Kardynała Trypolisu, który srodze umęczon przysnął nieopatrznie w Namiocie Wielkiej Rady Królewskiej, który to w obozie wojskowym na południe od Serkel był rozstawiony.
- Tak Panie, tak? - wymamrotał wyrwany z drzemki Kardynał
- No! Relacjonuj!
- Tak Panie, tak eeee...
- Durniu! Pytałem jak przebiegają prace II-go Oddziału Kwatery Głównej!
- Aaaaa... tak Panie, tak, tak właśnie chciałem Cię Królu poinformować, że nakazałem stawić się w obozie ojcu Andrzejowi, by osobiście jako Szef II-go Oddziału zdał Ci raport, bo ...
- I gdzie on jest?!!
- Eeee... wraz każe go poprosić
- Siedź! Sam każe go wezwać, bo ty jak poleziesz, to znów gdzieś uśniesz.
- Buahahahahaha... - ryknęli gremialnie śmiechem zebrani w Namiocie Pasowani Birsham Srogi, Anaroth Czerwony, Kwiryn Szybki, Emerdas Niebieski i Erwin Czerwony
- Cisza! - uciął jak mieczem rozbawienie rycerzy Rajmund - Straż!
- Melduję się Panie! - rzucił twardo, wypięty jak struna Dyżurny Setnik, który wraz pojawił się w Namiocie na wezwanie Monarchy
- Wezwać do mnie natychmiast ojca Andrzeja!
- Słucham! - potwierdził setnik i wyszedł
- Nooo... dobra, dobra, nie traćmy czasu. Co tam tedy proponujecie?
- Myślę Panie - zaczął Birsham - że Hugon złapie się na lep koło Synopa, a to doskonałe miejsce pośród lasów, by zminimalizować skuteczność kuszników Galilei. Nakazałem nawet porzucić tam dodatkowe beczki spirytusu drzewnego, by ułatwić schlanie się rycerzy Hugona!
- Taaa... to wielce prawdopodobne, choć może szkoła jaką dostał pod Limassol, spowoduje że jednak nie połasi się na Synopę - dodał z powątpiewaniem Emerdas Niebieski
- Eeeee... - wyraził wątpliwość Anaroth - moim zdaniem Galilejczyk jest zbyt pewnym siebie i jednak polezie na Synopę
- Jestem Panie - przerwał naradę przybyły właśnie do Namiotu, Szef nowo powołanego II-go Oddziału Kwatery Głównej, który był odpowiedzialny za wywiad i propagandę Trypolisu.
- A! Jesteś ojcze. Tedy słuchamy, jak tam się sprawy mają - zwrócił się do przybyłego Boski
- Królu mój. Tak jak kazałeś Panie II-gi Oddział prowadził w Twoim imieniu wymianę korespondencji z Galilejczykiem. Cóż, muszę przyznać Panie, że miałeś rację, Hugon to narcyz i bufon jakich mało! No, może tylko Zanki był większym bufonem od Galilejczyka. Tem łatwiej tedy było nam wyprowadzić go listami z równowagi, co powinno przełożyć się na jego błędy.
- A co tam ten bufon nabazgrał? - dopytywał się Głównodowodzący Wojsk Polowych Królestwa Trypolisu, Szlachetny Birsham Srogi.
- Hmmm... no cóż, napisał że niedługo zgnoi nas na naszych bagnach i że w ogóle mamy szczęście, że nie jest jeszcze w Trypolisie, ale i tak niedługo tam dotrze, bo...
- BUAHAHAHHAHAHAHAHAHA....!!! - wybuchła potężna salwa śmiechu wszystkich zebranych
- hahahahaha... a to baran! A jak on tego zamierza dokonać?! - pytał dławiąc się śmiechem Sam Król
- Nooo... pisał coś, że jego doborowa chorągiew rozgniecie wszystkie nasze wojska
- buahahahahahahaha... - śmiał się do łez Król, kiedy rycerze tarzali się ze śmiechu po klepisku Namiotu - a Ja niby co mu odpisałem hahahaha...
- No, wybacz Panie, aleee...
- No mów hahahahaha...
- Eeee... no, myśmy Panie pisali do niego w Twoim Imieniu listy w których wychwalaliśmy jago przenikliwość, waleczność, inteligencję i znajomość sztuki wojennej, a także ...
- BUAHAHHAHAHAHAHHAA...!!! DOSYĆ BO POZDYCHAMY ZE ŚMIECHU - ryczeli przez śmiech rycerze.
- Buahahahahahaha... - a on co na to?
- No, on Panie, łajał nas w swych listach i pisał, że sam pokonał i zniszczył dwóch Władców tego świata, bo wielkim wojownikiem jest, a teraz rozwali nas na bagnach
- BUAHAHHAHAHAHAHAHAHA...!!! - trwał nieprzerwany rechot wszystkich zebranych i nawet o. Andrzej łzawił obficie ze śmiechu, kiedy zdawał ten raport, choć był statecznym mężem.
- Wybacz Panie! Ale mam ważne wieści. - zameldował się przybyły właśnie do Namiotu i przez to wielce zmieszany Trofim Stary
- O! Jesteś! Melduj!
- Królu, elitarna chorągiew Galilei minęła Synopę i lezie dalej na północ!
- Szlak! Tedy nie ma szans na pułapkę! - rzucił wściekle Birsham
- Nooo... nie tak do końca, nie tak do końca Panie.
- Jakże to?!
- Ano Królu, rycerze Galilei, którzy wiodą tą zakutą w żelazo chorągiew, są tak schlani, że pogubili gdzieś knechtów i jest ich teraz jeno 48 konnych w całym oddziale, tedy mało co widzą do o koła, bo i zwiadu nie wysyłają, a mimo to leżą jako pierwsi na północ!
- BUAHAHAHAHAHAHAHHAHA... - po chwilowym zaniepokojeniu, znów wszyscy ryczeli ze śmiechu - a bo Hugon wielki wojownik jest! HAHAHAHAHHAH...
- Trąbić wsiadanego! Ruszamy! - rzucił przez śmiech Król - Piechota zostaje i czeka na Prusaków!
Krótko po tym, jak Boski wydał rozkazy, Sam Król Własną Osobą, a także całe rycerstwo Trypolisu i praktycznie wszyscy konni knechci królestwa, pędzili na południe na spotkanie elitarnego oddziału Galilei! A w tym czasie pijani Galilejczycy wpakowali się w pułapkę, którą zastawiła na nich lekka piechota idąca na nich od strony Synopa.
- To już tu Panie! - krzyczał Trofim Stary do pędzącego na przedzie Monarchy
- Gdzie?!
- A tu, jeno jakieś cztery strzały z kuszy stąd!
- KŁUS!
- KŁUS!!! - powtórzył rozkaz Króla Birsham i na tą komendę cztery pełne chorągwie kawalerii poczęły wytracać prędkość.
I tak ta potężna machina wojenna z samym jej Władcą na czele, dojechała już spokojnie do szczytu wzniesienia, gdzie wszyscy ujrzeli ponad 100 żołnierzy swojej lekkiej piechoty i okolicznych chłopów, którzy tutaj właśnie urządzili pułapkę na wojska prowadzone przez sławnych rycerzy Galilei, bowiem byli to Petroniusz Olbrzymi i Dagobert Szalony.
- God Save the King! - przywitał Króla radosny okrzyk piechoty, a setnicy piechoty biegli już do Pana, by zdać sprawozdanie
- A co tam moi drodzy?! - przywitał łaskawie dobiegających Boski
- Panie! Wszystko gotowe! Czekamy jeszcze tylko na dwie chorągwie lekkiej piechoty, która dotrze tu ino patrzeć!
- Pięknie, pięknie - mówił Pan, zwracając się do Trofima
- Eeee... jeno Panie, eee... - dukał najstarszy setnik piechoty
- Tak?
- Ano, bo one ścierwa galilejskie jakoś dziwnie się zachowują.
- Tak???
- No, bo my tu Panie stoimy na północ od nich, a ich rycerze jakoś się tak zataczają po stepie i co najdziwniejsze, ustawili jeden ze swych regimentów czołem na wschód, a drugi czołem na zachód, a przecie tam naszych wojsk nie ma!
- BUAHAHAHAHAHAHAHAHHAHA... ryknęli śmiechem zebrani obok rycerze Trypolisu
- Bo ich Władca wielkim wojownikiem jest hahahahaha... dorzucił Stary Pierdoła - hahahaha....
- Wybacz Panie - dopytywał się nieśmiało najstarszy setnik piechoty - że pytam, ale czy to podobna, by dowódcy od samego spirytusu tak zgłupieli?
- Hahahahahaa... ojjjj... moi drodzy, nie, nie, nie od samego spirytusu nie, ale jak widać nasze Panie markietanki, zadziałały sprawnie hahahahaha...
- Hahahahahaa... ojjjj.... TAK! - rzucił przez śmiech Emerdas - kiła zrobiła swoje i widać, że na łeb dostali hahahahaha...
- BUAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHA...!!!
Wraz potem odbyła się bitwa, której i opisywać szkoda, jakoże pijani Galilejczycy walczyli wręcz beznadziejnie tym bardziej, że stali ustawieni bokiem do szarżujących poddanych Króla Rajmunda. Co najwyżej można wspomnieć, że zaraz po owej bitwie w której poległa cała elita Galilei, na pole bitwy poczęły wyłazić od południa kolejne pijane oddziały kawalerii Galilei, które nie zdając sobie z niczego sprawy, śpiewały radośnie i jednocześnie pakowały się w pułapkę.
- BUAHAHAHAHHAHAA... - ryczeli ze śmiechu pasowani Trypolisu - Panie, kolejne dzielne wojska wielkiego wojownika pod miecze się pchają hahahahahahaa...
- buaahahahaha... Boże, co to za ofermy hahahahaha... - śmiał się łaskawie Boski
Tedy i kolejna bitwa z resztą armii Galilei przebiegła błyskawicznie i przy minimalnych stratach Wojsk Trypolisu, choć przy jej opisie nie można zapomnieć tego co dokonał sławny rycerz Galilei Bartolomeo z Genui, który to zaraz na samym początku bitwy, będąc niezwykle pijanym i przez kiłę doświadczonym, zastrzelił się przez nieuwagę ze swojej własnej kuszy!
- Wiwat Król - wznosili toast pasowani, podczas uczty jaką Król nakazał urządzić po wybiciu armii Galilei - Wiwat!!!
- Dziękuję waszmościom. Dziękuję, choć nic jeno cud Nas uratował, bo Hugon wielkim wojownikiem jest, co to sam pokonał i zniszczył zupełnie dwa księstwa! Hahahahaha.....
- BUAHAHAHAHAHAHHAHA... - tak to śmieli się i bawili sławni wojownicy Trypolisy, gdy do ucztujących podszedł Dyżurny Setnik
- A co tam Walęty? - zapytał Emerdas
- Panie, przybył poseł od Szlachetnego Baldwina z Edessy!
- Prosić natychmiast! - nakazał Boski
Po chwili wychodząc z mroku do ucztujących podszedł poproszony poseł Sojusznika Trypolisu i widząc jeno pytający wzrok Króla, skłonił się tylko i rzekł krótko:
- Prusak zajął Edessę!
- ŻE JAK? - wrzasnął Boski Rajmund
- Skur... - zaklął szpetnie Birsham Srogi.
- To sam wiem! Wy radźcie co teraz?!
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(14 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Hrabstwo Trypolisu
Inne kroniki tego księstwa:
