Kronika: Trypolis, maj AD 1010

Przygotowane pod panowaniem władcy: Rajmund z Tuluzy.

niedziela, 30. maja Anno Domini 1010

Księstwo: Hrabstwo Trypolisu

Tedy nadszedł maj, a z nim nadeszły straszliwe deszcze i burze okropne, które wraz wypełniły bagna i potoki nieprzebraną ilością wody, która w wielu miejscach wystąpiła z koryt rzek i zalała uprawy Hrabstwa na i tak nielicznych suchych dotąd polach Trypolisu.

Potem, całe te masy wody poczęły spływać z bagien w kierunku stolicy Hrabstwa, zagrażając zalaniem temu dumnemu miastu.
Zgrozę dopełniał fakt, że Hrabstwo tocząc nieustanne wojny, zaniedbało prace nad umacnianiem wałów przeciwpowodziowych, które według uczonych Hrabstwa, nie były przygotowane na powstrzymanie tak potężnego i długotrwałego naporu wód z bagien spływających.

Zatem Boski Król, pomimo iż zamierzał właśnie dobić ostatecznie wraże Księstwo Galilei, musiał natychmiast opuścić swe konne oddziały i udać się z całą piechotą Hrabstwa, by wały owe wzmacniać.
Tak! Sam Boski Król Trypolisu, a Hrabia Tuluzy i Głowa Kościoła Trypolitańskiego, musiał się udać na wały Swą Osobą, by powstrzymać tam bunty chłopskie!

Trzeba tu bowiem nadmienić o rzeczy okropnej. Jakoże stało się tak, iże wobec tak wielkich mas wody spływających w kierunku Trypolisu, knechci z Chorągwi Bagiennej dostali zadanie, by co poniektóre wały przeciwpowodziowe rozsadzić, by owa woda na tereny zalewowe spłynęła, a tym samym odciążyła wały Tuluzy. Niestety, chłopi Hrabstwa, jeno swych plonów pilnujący, a za nic mający życie i mienie mieszkańców Trypolisu, kosy na sztorc poosadzali i przeciwko knechtom bagiennym zbrojnie wystąpili!

Zaczem setnicy z Chorągwi Bagiennej nie wiedzieli co czynić im wypada, jakoże nijak swych własnych chłopów, chociaż ci tak durnymi i samolubnymi się okazali, nijak wyrżnąć w pień nie chcieli. Tak też wszystko to naturalne spowodowało, że Boski musiał pozostawić swą kawalerię i na wały spieszyć, by durnych chłopów do posłuchu zmusić.
Boże, Boże ... ileż to trosk musiał Boski znosić dalej w Swym Majestacie. A owóż bowiem, kiedy Król Trypolisu zmusił do posłuchu zbuntowane chłopstwo, nowe troski spadły na Jego Ramiona. Jakoże mieszczanie Trypolisu i Tartous, zaślepieni swą bezdenną głupotą, zabierali po nocach z wałów przeciwpowodziowych worki z piaskiem, którymi za dnia knechci te wały wzmacniali. Jak okazało się bowiem [Boże wybacz ich głupocie] mieszczanie obkładali owymi skradzionymi workami okienka piwniczne swych kamienic. Licząc zapewne w swej bezdennej głupocie, że kiedy wał główny pęknie, owe skradzione worki z piaskiem uchronią ich siedziby. Tedy wymęczeni knechci z Chorągwi Bagiennej, którzy przecież już tyle dni walczyli z powodzią w Hrabstwie, nie dawali rady uzupełniać wszystkich szkód, które mieszczanie czynili, czym do szału Głowę Kościoła Trypolitańskiego doprowadzali, bo owe głupie mieszczan działania mogły zagrozić najstarszym osadom Hrabstwa!

I tak to Boski całymi dniami zajmować się musiał walką z powodzią, podczas gdy na Półwyspie Galilejskim, pozostawiona sama sobie kawaleria Hrabstwa, prowadziła działania wojenne.

A tsza tu zaznaczyć, że wojska Hrabstwa prowadziły na Półwyspie Galilejskim wojnę jakiej Semel Centum jeszcze nie widział! Bowiem w tej wojnie nie szło o zdobycie nowych osad i miast, a nawet nie szło w tej wojnie o zdobycie niewolników! Bowiem to była pierwsza wojna na wyniszczenie! To była prawdziwa eksterminacja wrażych poddanych Rzeźnika z Południa! Zaczem w wojnie tej chodziło tylko i wyłącznie o wyrżnięcie jak największej ilości poddanych Galilei, co też się udało i jak wieszcze prawią, na Półwyspie Galilejskim pozostało przy życiu mniej ludzi, niż u zarania dziejów żyło tam osadników w Księstwie Galilei i Hrabstwie Jaffy i Aszkelonu razem wziętych!

Niestety, w wojnie tej zginęło wielu sławnych rycerzy Hrabstwa Trypolisu, a nade wszystko Głównodowodzący Wojsk Polowych Hrabstwa Trypolisu, Pasowany Birsham Srogi, którego wspaniałą zbroję w bitwie u bram Zamku Fasad, przeszyło kilkanaście bełtów wrażych synów!

Tak owóż zarówno wielka powódź w Hrabstwie jak i [typowa dla Prusaków] zdrada Skumanda, doprowadziły do śmierci wielu Pasowanych Hrabstwa i uratowania od niechybnej śmierci tego Rzeźnika z Południa - Hugona de Saint-Omer. Za co jak mniemamy, Bóg Skumanda pokaże, bo nijak nie możemy uwierzyć, by taka bezecność bez Kary Boskiej pozostała!

- Nie pojmuję! - krzyczał Boski pochylony nad strategiczną mapą w Sali Rycerskiej zamku Trypolis - Po jaką cholerę Skumand ratował tego Rzeźnika?! Wszak pisałem mu, że tylko tą wrażą bandę chcę wytępić, a potem wrócić do Hrabstwa!
- A któż to Królu zrozumie człeka, który w głazy wierzy i do dębów się modli? - pytał "filozoficznie" Stary Pierdoła?
- A kto to są w ogóle ci Prusacy?! I co oni w ogóle robią w Ziemi Świętej?! Skąd te pogańskie plemię wylazło?! Jakim prawem oni tu są?! I kto to jest ten Skumand?! Z jakiego On rodu pochodzi i z jakiej matki?!
- Ksiądz Andrzej z II-go Oddziału Kwatery Głównej - odezwał się młody pasowany Heliodor Niebieski - twierdzi, że tych Prusaków przywlókł tutaj niejaki Konrad I Mazowiecki.
- A po jaką cholerę?!
- Podobno Panie, to większa operacja łączenia rodzin i przesiedlania Prusaków z Kujaw w zamian za osiedlanie tam rycerzy Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie
- A to przygłup z Tego Książątka! I jeszcze tyle trosk Nam przysposobił swą durną polityką, a pewnie i swemu królowi!
- Skur... - zaklął szpetnie Tauryn Olbrzymi
- To sam wiem! Wy radźcie co teraz?!

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Hrabstwo Trypolisu

Inne kroniki tego księstwa: