Kronika: Trzeci przybój

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.

niedziela, 7. marca Anno Domini 1010

Księstwo: Dziadoszyce

Po zwycięskiej bitwie w Puszczy Polańskiej, Borzymir Odmieniec po naradzie z Kelvalem wydał dalsze rozkazy oddziałom. Wydzielony został regiment, który zaopatrzony w konie wysłany został naprzeciw chłopom z Sadyby, by przyspieszyć ich marsz. Zawodowych żołnierzy Dziadoszan została po bitwie niecała setka, w pobliżu znajdowała się natomiast setka garnizonu Rampar, która nie zdołała dołączyć do bitwy. Należało więc zniszczyć ten oddział, dopóki nie schroni się za grubymi murami zamku.
-Jeden regiment też zostanie tutaj -kończył naradę Borzymir. -Musimy uważać na to, czy z Dobczyc coś nie wyjdzie...


-Przybój!!! Przybój!!! Przybój!!!
Gerhard Szybki błyskawicznie zerwał się z ławy, na której drzemał, porwał ze stołu swój wodzowski topór i wybiegł na dziedziniec zamku.
-Przybój!!!
Żołnierze regimentu ,,Jedenastka", przepychając się, wychodzili śpiesznie z koszar i próbowali ustawić się w równy szereg. Nie wychodziło im to najlepiej.
-Przybój!!! Przybój!!! - dochodziło z wieży obserwacyjnej.
-Niech ktoś go uciszy, bo zwariuję! -Gerhard dopinał pas. -Gdzie wy się przecież ustawiacie?! Do koni było mówione, ile razy mam mówić!?


Setka werahorskiego garnizonu była przeciążona żywnością. Nie chcieli jej zostawić w lesie, dlatego Borzymirowi udało się ich dopaść, zanim schronili się w mieście. Na bitwę zdążyli również chłopi, zaopatrzeni w konie.
-W końcu mamy przewagę liczebną -Odmieniec otarł pot z czoła.
-No -powiedział Kelwal.
Bitwa była krótka i zażarta. Garnizon został wycięty w pień, zginęło również kilkudziesięciu chłopów. Ci, co przeżyli, nie byli już żółtodziobami.
-To gdzie teraz, przyjacielu, na północ, czy na południe? - pytał Borzymir.


Gońcy z listami zostali błyskawicznie rozesłani i wkrótce widać było efekty. W Czarnej Grani pojawiały się regimenty stacjonujące do tej pory w okolicznych miasteczkach i wsiach - jako pierwsze przybyły elitarne ,,Ogień" i ,,Topór", wkrótce po nich przybyła z zachodu ,,Kresowa". W sumie w twierdzy, do której umocnień doszła niedawno fosa, zgromadziło się około stu pięćdziesięciu wojowników.
-Dwustu... trzystu....trzystu pięćdziesięciu....czterystu....- dało się z kolei słyszeć z wieży zamku. Gerhard kazał przebywającemu tam młodzieńcowi mówić tylko o liczbach wojsk wroga wychodzącego z Wąskiego Lasu.



-No i którym dać podwójny? - denerwował się Gał.
-A co którym?
-No którym dać podwójny! Wschodnim czy zachodnim!?!
-Ach, podwójny. -Walenty uśmiechnął się głupkowato. -Wszystkim.
-Świetna myśl. Wyskakuj z portfela.
Wał gładził mapę i liczył coś na palcach.
-To mówisz, że wszystkim się nie da?
-Tak. To właśnie mówię. Nie da się dać wszystkim.


Rozpoczęto oblężenie twierdzy Rampar. W mieście tym było sporo niewolników o niewielkiej lojalności, toteż Borzymir zdecydował się w końcu na zdobycie południowego miasta.
-Choć szturm będzie nas sporo kosztować... -skarżył się Kelvalowi. Właśnie przyszły wieści, że Aldriht znów zaatakował i Rejon Umocniony Czarna Grań zaczyna wysysać resztki pieniędzy ze skarbca książęcego.
-Ściągnąć tamtych? -spytał Kelval i wskazał na zachód, skąd powoli nadchodziły kolejne, ostatnie już, oddziały chłopskie, mające wesprzeć kampanię.
-Tak, to chyba dobry pomysł. Wydziel jeden regiment i daj mu konie. Niech nasi chłopcy trochę se pojeżdżą.
Kelval zdecydował, że rolę tę odegra 28 Kupa Chłopska -A. Gdy pododdział wyruszył, ciągnąc za sobą wolne wierzchowce, został dostrzeżony z obleganego zamku. Wkrótce bramy się otworzyły i setka mieszczan, uzbrojonych byle jak, wybiegła z wrzaskiem przed mury, rzucając się na zdumionych koniowodnych. Kelval nie zwlekał:
-Wszyscy!- ryknął do swoich żołnierzy. -Tam!
Odpoczywające regimenty błyskawicznie zebrały się i ruszyły na odsiecz Kupie Chłopskiej, z wyjątkiem jednego, któremu Borzymir gestem wskazał nie broniony zamek.


-Podobno wschodniej armii zabrano wojenny żołd.
-Trudno. Widzisz, jaką tu mamy sytuację.
Gerhard Szybki patrzył zasępionym wzrokiem na wojska, zgromadzone w Czarnej Grani. Stu pięćdziesięciu żołnierzy, przeważnie niedoświadczonych to było dość, by obronić miasto. Dodatkowo poza murami krążyła jedna ława jazdy skierowana tam po to, by nękać nieprzyjaciela.
-Ale ostrożnie! Bo jak was dorwą, to my wam nie pomożemy!- tłumaczył im Gerhard przed odjazdem.
Natomiast nieprzyjaciel przemieszczał się w skoncentrowanej masie na północ. Czarna Grań to był kąsek, na który nie mógł sobie pozwolić, ale były przecież inne miasta w pobliżu, zupełnie niebronione. Choćby Szara Skała.


-Nie paktuj z tym człowiekiem, bo to nie ma sensu -Walenty machał rękami. -Nie ma sensu!
-Skoro nie ma sensu, to zawsze można spróbować -Gał uśmiechnął się. -Coś mi się widzi, że tym razem się uda.
Aldriht de Volpe, wkraczając swymi wojskami na ziemie Dziadoszan, rozpoczął jednocześnie negocjacje. Nie przeszkadzało mu to prowadzić jednocześnie konkretnych działań, polegających w parciu na północ i wysyłania zwiadów na zachód. Nadzieje Galahana okazały się płonne. Bracia nie ustalili dokładnie, co rozpoczęte przez Volheryjczyka rozmowy miały na celu, skoro, jak się później okazało, i tak założenie Aldrihta nie miały w sobie nic z chęci do rozmów. Cztery setki wojska wroga zdobyły nie bronione miasto Szara Skała, wyrzynając nieuzbrojonych mieszkańców w pień i ponosząc minimalne straty.
-Mówiłem ci, że to nie ma sensu.
-Mówiłeś - Gał był wściekły. -Nie lubię go. Napiszę do niego jeszcze tylko jeden list, ale to później - kiedy będziemy go dobijać. Nie lubię go.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Dziadoszyce

Inne kroniki tego księstwa: