Kronika: Wielka Tragedia w Masywie Centralnym
Przygotowane pod panowaniem władcy: Bertrand de Saint-Gilles.
środa, 1. września Anno Domini 1010
Księstwo: Hrabstwo Tuluzy
Kiedy Wielka Rada Sojusznicza Księstwa Tolnedra i Hrabstwa Tuluzy zatwierdziła Wielki Plan Hrabiego, w Hrabstwie wręcz zakotłowało się. Zewsząd nadciągały wozy ze spyżą dla wojsk, które zabierały znów w drogę powrotną Kobiety, dzieci i starców, którzy mieli przeczekać nawałę Kabbir w dalekich nadmorskich, a tym samym bezpiecznych rejonach Hrabstwa Tuluzy i Księstwa Tolnedra. Głównymi osadami, które przyjmowały uciekinierów były Ostoja Księstwa Tolnedra i La Ville Basse Hrabstwa Tuluzy.
Sam Książę Belgarath i Hrabia Bertrand, by podtrzymać morale wojska, a takoż mieszczan i kmieci, raczyli zamknąć się z chorągwiami, którymi szlachetny Otton de la Rocheza dowodził w górskiej twierdzy Montauban.
Od tej chwili Sztab Tolnedra i Hrabstwa pracował nieprzerwanie w Sali Rycerskiej Montauban, a i sami Monarchowie często doglądali jak na Tajne Mapy Tolnedra w oparciu o raporty dostarczane przez gołębie pocztowe, nanoszone są marszruty Sojuszniczych Chorągwi, które powoli zajmowały pozycje wyjściowe przed rozpoczęciem planowanej operacji, a takoż pozycje wojsk Kabbir, które ruszyły powoli i mozolnie posuwały się w stronę twierdzy Montauban. I tylko insygnia władzy Tolnedra oraz Hrabstwa, a takoż Proporzec Książęcy Tolnedra i Wielki Proporzec Hrabiów Tuluzy były odesłane dla bezpieczeństwa i zachowania tajemnicy, że w Montauban są Obaj Władcy, pierwszy do Ostoja, a drugi do Tuluzy.
I zdarzyło się, że kiedy z wież Montauban było już wyraźnie widać sztandary Kabbir, do Montauban dotarł z pocztem Poseł Sil Der' Anama, który pismo od Władcy Osmaniyye do Hrabiego doręczył i na odpowiedź nie czekając z/w rzekome zagrożenie ze strony Kabbir, ruszył w drogę powrotną.
- Tylko popatrz co ten Anam nabazgrał - zwrócił się do Księcia Belgaratha, hr. Bertrand, kiedy po odbyciu audiencji i odprawieniu Posła, wszedł do Sali Rycerskiej, gdzie Sztab, a takoż Książę i szlachetny Otton ślęczeli nad mapami - no po prostu nie mogę hahahahaha...
- Pokaż, pokaż co też Mój "Sojusznik" napisał - powiedział Książę i odebrawszy pismo, począł je studiować - Noooo... hahahaha... masz tu Otto pisemko od "twojego" Anama i możesz mu odpisać w imieniu twojego Pana hahahaha...
- Słucham Panie - powiedział Otton i odebrawszy pismo od Księcia Belgaratha, takoż począł je czytać - Matko Przenajświętsza! Toż on radzi Hrabiemu porzucenie Księstwa Limousin na pastwę Morea! Chryste Panie, jak on może tak pisać o swym Sojuszniku?!
- Buahahahaha... - zaśmiał się złowrogo Hrabia - a bo to i taki "sojusznik", wszak Książę Belgarath ci tłumaczył.
- Bo to wszawy Saracen! - nie wytrzymał i wrzasnął Książę Belgarath - Bo to zwyczajne ścierwo! To nie żaden Władca, to nie żaden Książę, ale zwyczajny GRACZ!!!
- O BOŻE! - wyrwało się jednocześnie z ust kilku setników Hrabstwa i Tolnedry, którzy w Sali nanosili na mapy obecną sytuację taktyczną i choć byli tym wielce pochłonięci, to jednak słowo "Gracz" poraziło ich straszliwie, aż przeżegnali się wszyscy Znakiem Krzyża, a co gorliwsi upadli na kolana i Zdrowaśki zaczęli odmawiać.
- TAK! - przemawiał dalej Książę Belgarath - Powiadam wam, to zwyczajny GRACZ! To zakała nie tylko Grandaevus Bellator, ale i całego Laventhar! To przez takich jak on umiera Duch we Władcach. To przez takich jak Sil Der' Anam przepadają dawne obyczaje, a świat więcej matematykę przypomina, niźli żywych ludzi i ich Władców! Myślicie, że Sil Der' Anam słucha ballad o bohaterskich rycerzach?! Myślicie, że Sil Der' Anam słucha lub czyta o romansach rycerskich?! Myślicie, że Sil Der' Anam z namaszczeniem czyta legendy o walkach ze smokami?! Otóż NIE! Otóż on siedzi zdrady obmyśla i LICZY NA LICZYDLE!!!
W tym momencie kilku setników porażonych słowami "liczy na liczydle" najzwyczajniej padło na podłogę zemdlonych, a jeden nawet zmarł na zawał serca!
- Powiadam wam, Sil Der' Anam to nie żaden Książę naszej cudownej epoki, a zwyczajny TECHNOKRATA! - wykrzyczał Książę Belgarath i opadł wyczerpany tym nagłym wzburzeniem na swój tron.
W Sali zapanowała grobowa cisza, praktycznie wszyscy obecni leżeli zemdleni lub martwi i tylko Hrabia stał i ocierał pot z czoła.
- I co ja mam mu odpisać w Waszym Imieniu Panie? - odezwał się wreszcie, przerywając przedłużającą się ciszę Otton
- Napisz mu prawdę - odrzekł Hrabia - Napisz mu, że My Naszą Osobą, Sojusznika Naszego, Księcia Bertranda de Born z Limousin nie opuścimy w potrzebie, choćby na Tuluzę zagłada miała z tego przyjść! A i wszelkich umów z Nim zawartych dotrzymamy!
Długo po owej Przemowie Księcia Tolnedra doprowadzali cyrulicy członków Sztabu do zdrowia, by ci na powrót mogli być zdolnymi do wypełniania swych obowiązków. Na szczęście zdążyli w samą porę, bo właśnie pod Montauban dotarły czołówki wojsk Kabbir, które najsampierw dosłownie zeżarły wszystko co wokół tej wspaniałej twierdzy rosło. A trzeba tu pamiętać, że południowe zbocza góry na której owa twierdza stoi, pokryte były całe bujnymi krzewami winorośli z których powstawał najprzedniejsze wina jakie trafiały na stoły w Ziemi Świętej. Niestety, hołota Kabbir zeżarła nawet wszystkie te krzewy winorośli. Ba! Nawet trawę górskie stoki porastającą zeżarła, tak że Montauban stał teraz pośród gołych skał.
Rozpoczęło się regularne oblężenie!
Teraz już nikt z członków Sztabu nie opuszczał ani na chwilę swego stanowiska i nawet posiłki donoszono do Sali Rycerskiej, gdzie wszyscy pracowali, jedli i znów pracowali nieprzerwanie. I tylko szlachetny Otton de la Rocheza, kilka razy na dobę obchodził posterunki wystawione na murach i basztach.
- Na ile dni zostało Nam spyży? - zapytał Ottona, który właśnie powrócił z obchodu, Książę Belgarath.
- Na pięć dni Panie, potem zacznie się głód.
- Nie zacznie się - uciął krótko Hrabia - nasi są już blisko. A ty coś taki brudny i zziajany, co?
- Eeeee... nic takiego Panie, tak sobie trochę poćwiczyłem walkę mieczem. Noc taka chłodna, akurat na ćwiczenia zdatna...
I rzeczywiście tak było jak przewidywał Hrabia, choć Lirael Władca Kabbir, nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy. A dobitnie udowodnił to dzień następny.
- Panie! Mamy najnowsze raporty od szlachetnych Rodrigo Diaz de Vivar, Raimonda Roger Trencavel i Simona IV de Montauban, a także Mistrza Zakonu - wykrzyczał Otton, który wpadł jak burza do Sali Rycerskiej.
- I co tam donoszą?!
- A owóż, regimenty weteranów szlachetnego Rodriga wykonały właśnie zwrot na północ na kierunku Tol Rane - Trebons Sur La Grasse. A takoż wojska prowadzone przez szlachetnych Rajmonda i Simona, wyszły na południe od Żyrdnicy i rozpoczęły marsz na kierunku Saint Gaudens - Montauban. I wreszcie wojska, którymi Mistrz Zakonu, Brat Zakonny, pasowanego Atenodor Spiżowy dowodzi, odłączyły się od wojsk Rajmonda i Simona, a następnie wykonały zwrot i rozpoczęły marsz na południowy wschód na kierunku Albi - Ekka!
- NO! KUR... - wrzasnął Hrabia i jeb... w stół - MAMY ICH! Już Nam nie umkną, chyba żeby konie mieli, a tych nie mają! HA!
Kiedy dowódcy Kabbir zorientowali się wreszcie w swoim położeniu, było już za późno dla nich na jakikolwiek ratunek. Wykonali wszak jeszcze kilka manewrów, ale był to już tylko ich "łabędzi śpiew", bowiem w krótkim czasie, wojska Hrabstwa wspierane przez mieszczan i kmieci z Montauban i okolic, wyrżnęły w pień Główną Armię Kabbir.
W tym samym czasie wojska dowodzone przez Braci Zakonnych siały już spustoszenie na ziemiach do Kabbir obecnie należący. I stamtąd też nadeszła do Hrabiego straszna wiadomość, otóż dnia 23 lipca AD 1010 w bitwie z oddziałami Kabbir, nieopodal górskiej twierdzy Ekka, poległ Śmiercią Bohaterską Mistrz Rycerskiego Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca, pasowany i pobożny Atenodor Spiżowy, którego pomnik można teraz oglądać w nadmorskiej twierdzy Hagos, która jest zdawien stolicą Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca.
O wszystkich tych wydarzeniach, był na bieżąco informowany Stary Hrabia, który na wieść o ataku Kabbir, przyspieszył swą morską podróż z Ziemi Świętej. Niestety, kiedy karawele z Dworem Starego Hrabiego przybiły do portu w Hagos, dotarły do Uszu Starego Pana straszne wieści, a to że Atenodor Spiżowy poległ, a to że wojska Kabbir zeżarły winorośla wokół Montauban.
- NIE WYTRZYMAM - krzyczał Stary Hrabia - ZEŻARLI MOJE WINOROŚLA! Wytłukę te psy do nogi! Wyrżnę nawet ich zwierzęta!
- Panie! Tak nie można ... - zaczął coś tłumaczyć towarzyszący Staremu Hrabiemu Kardynał, ale nie skończył, bo padł rażony srebrnym półmiskiem, którym cisnął w jego łeb Hrabia.
- Co nie można?! Moje winorośla! AAAAAAAAA... i jeszcze śmierć Atenodora. Ehhh... on tak wino kochał, że nie dziwię się, iż tak zaślepiła go nienawiść do tej hołoty z Kabbir, że rzucił się w największą ciżbę walczących, by pomsty za Nasze Krzewy szukać, gdzie chwalebną śmierć znalazł! Wystawić mu tu wraz pomnik! Na koszt Hrabstwa! A pomnik ma być okazały, a Atenodor ma na nim trzymać miecz i kielich wzniesiony! Kur... apopleksja mnie zaraz trafi!!!
- Panie ... - odezwał się nagle prałat Świątyni Całunu w Silvermoon, który przybył do Hagos, by Starego Hrabiego powitać w imieniu swego Pana - ... może jednak nie wszystko stracone ...
- CO?!!! Nie słyszałeś durniu, że wszystkie krzewy winorośli zeżarte?!
- Nooo... słyszałem, ale... myślę że ...
- Co?!
- Kiedy to tajne - powiedział tajemniczo prałat i znacząco rozejrzał się po stojących wokół członkach Dworu
- Podejdź bliżej - powiedział Stary Hrabia, a potem wskazując na Swe Ucho, rzekł - Mów.
- Wasza Wysokość - począł szeptać do ucha Hrabiego prałat - mój Pan, lennik Tuluzy, szlachetny Otton de la Rocheza, Pan na Silvermoon i...
- Kur... skończ z tymi tytułami i mów do rzeczy!
- Eeee... tedy mój Pan, na rozkaz Twego Syna Panie, Jego Wysokości ...
- AAAAAAA! Wiem kto jest Moim Synem, mów do rzeczy!
- Eeee... tedy mój Pan, zamknął się w Montauban, bo ...
- AAAAAAAAAAAAAAAA... przecież wiem, mów do rzeczy!
- Eeeee... no właśnie i kiedy przyszła hołota pod Montauban i poczęła pożerać krzewy winorośli, to mój Pan, szlachetny Otton de la...
- Kur... ! Bo pójdziesz w dyby! Powtarzam mów do rzeczy, bez tytułów!
- Eeeee... no to mój Pan, pomimo zakazów Hrabiego Bertranda, podczas wieczornego obchodu wart, dokonał z wiernymi sobie knechtami, którzy na rozkaz Waszej Wysokości przyjechali z Nim do Europy, eskortując Całun ...
- Wrrrr...!
- Eeee... no dokonał nagłej wycieczki z zamku, porżnął trochę hołoty, tracąc kilku knechtów, ale... uratował kilkaset krzewów winorośli. Ino kazał mi to w tajemnicy trzymać, by Hrabia Bertrand się o tym nie dowiedział, bo się wścieknie.
- BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI! Gdzie one są?!
- Eeeee... nooo... w Silvermoon są. Tu je Mój Pan, po skończeniu oblężenia kazał schować dla Waszej Wysokości, ino kazał to w tajemnicy zrobić.
- Matko Przenajświętsza! Jestem uratowany! Ha! Wiedziałem kogo przodem puścić! Ha! WIEDZIAŁEM! Zuch chłopak! A gdzie owi dzielni knechci, którzy polegli ratując Moje krzewy są pochowani? Mus złożyć im hołd!
- Eeeee... no zostali pochowani na wspólnym cmentarzu z innymi poległymi Hrabstwa, którzy zginęli w Wielkiej Bitwie na południe od Montauban. Eeeee... właśnie niedługo ma być oficjalnie otwarty ich cmentarz.
- CO?! Tedy ruszamy natychmiast! Szykować wozy do drogi!
- Dokąd Panie każesz jechać? - zapytał zaniepokojony Templariusz, który był Dowódcą Eskorty Starego Hrabiego - wszak już zmrok zapada.
- Gówno mnie zmrok obchodzi! Postanowiliśmy, że co bądź ma Nas spotkać nieodmiennie Osobą Naszą ruszamy! Waćpanowie radźcie tylko jak najbezpieczniej to uczynić!
- Słucham!
Wozy należące do Orszaku i Dworu Starego Hrabiego podążały całe dnie i noce z Hagos, aż pewnego dnia przed świtaniem dotarł do Saint Gaudens, osady położonej przy drodze łączącej Pireneje z Masywem Centralnym, a prowadzącej już prosto do Montauban. Wtem wozy zatrzymały się.
- Panie - zameldował się w wozie Hrabiego, Dowódca Eskorty - nijak nie możemy dalej jechać, bo mgła straszliwa się podniosła, a tu wszak góry potężne i urwiska zdradliwe przy samej drodze.
- CO?! Czy nie wiesz, że nie mamy czasu?! Że musimy na uroczyste otwarcie cmentarza pod Montauban zdążyć. Powiązać wszystkie wozy razem i w drogę ruszać!
- Ależ Panie, wszak mgła i woźnice, a i konie...
- Ruszaj dziadu!
- Słucham!
Wraz wszystkie wozy Dworu Jego Wysokości powiązano razem i orszak ruszył zdradliwymi górskimi szlakami pośród mgły nieprzeniknionej. Wtem! Z nagła, poderwała się z gniazda dzika kaczka, zbudzona i wystraszona chrapaniem koni, która straszny wrzask podniosła i wzbiła się w powietrze tuż przed samymi chrapami koni z pierwszego zaprzęgu! Te takoż przestraszyły się onej i szarpnęły mocno w prawo, gdzie nieprzebyta otchłań chowała się pośród mgły! Konie wnet straciły grunt pod kopytami i runęły w przepaść, pociągając za sobą wóz, który ciągnęły, a ten z kolei pociągnął za sobą kolejne przywiązane wozy!
Tak oto przepadł w przepaści cały Dwór Jego Wysokości Starego Hrabiego i sam STARY HRABIA wraz z Małżonkami! Nikt nie ocalał, nawet knechci z eskorty idący po bokach wozów, gdyż widząc co się dzieje, złapali owi dzieli woje za wozy i puścić ich nijak nie chcieli, zaczem pociągnięci zostali w otchłań przez owe! Tedy nawet dokładną datę dzienną tej tragedii do dziś ciężko ustalić.
NIKT NIE OCALAŁ!
W tych oto strasznych dniach, a był to początek sierpnia AD 1010, Wielka Rada Sojusznicza Księstwa Tolnedra i Hrabstwa Tuluzy wraz z oboma Monarchami, obradowała już w Tol Anghor. Hrabia Bertrand nic jeszcze o owej Tragedii jaka w górach Masywu Centralnego się rozegrała nie wiedział, jednako i tak bardzo zdenerwowany na mapy w Sali Rycerskiej rozłożone pozierał, a wreszcie huknął.
- ŻE JAK?!
- Sam widziałem Panie - referował nowo mianowany Mistrz Rycerskiego Zakonu Braci św. Rudolfa Krzyżowca, pasowany Brat Zakonny Andorus Tykus, który takoż Sławnym Wojownikiem był - wojska Kabbir i Osmaniyye nie dość, że razem i przyjaźnie obok siebie stoją, to jeszcze dowódcy Ordu Osmaniyye przekazują broń dla Kabbir. Ba! Osadami się wymieniają!
- A TO PSY! - nie wytrzymał i krzyknął Książę Belgarath - Moim Dziedzictwem się dzielą!
- Gdzie te wszarze?! - zapytał trzeźwo Hrabia.
- Nooo... część hołoty Kabbir siedzi w Tol Honeth pod osłoną wojsk Osmaniyye, a dwa zgrupowania owych wszarzy podążają na kierunku Tol Honeth - Tol Revhellion.
- Panie - odezwał się obecny na Radzie szlachetny Raimond Roger Trencavel wskazując na mapę - na południe od Kaa mamy kawalerię, którą Brat Zakonny Celadriel Wysoki dowodzi. Może, by tak nakazać mu pościg w celu wyrżnięcia tych chorągwi Kabbir?
- Zgłupiałeś?! Przecie jasno ci Mistrz tłumaczy, że Osmaniyye ma w dupie swego Sojusznika Limousin i wspiera Kabbir! Przecie tam pułapkę mogą Nam zgotować i kawalerię całą utracimy!
- A tak, tak... przepraszam Panie.
- PANIE! - zameldował się głośno szlachetny Rodrigo Diaz de Vivar, który wszedł wyraźnie zdenerwowany do Sali Sztabu - Mamy wiadomość od Jego Wysokości Elioda Czarnego! Wojska Puritani przegrały dwie wielkie bitwy!
- CO?! Jak to możliwe?! Wszak Mój Przyjaciel to doskonały strateg! Wszak to On wysłał w mroki jakowychś dzikich Japońców, nim inni zdążyli się w ogóle po świecie rozejrzeć!
- Ano Panie, był to zbieg tragicznych okoliczności! Tak się bowiem złożyło, że Jego Wysokość Eliod na dwa dni przed owymi bitwami, spadł z konia i nijak Osobiście nie mógł Swych Wojsk dopilnować, a i rozkazów wydawać nie mógł, jakoże w gorączce wtedy leżał. Zaczem Armia Puritanii nie dokonała połączenia przed bitwami i przez kawalerię Osmaniyye, wyrżnięta została, choć naturalnie poważne straty jej zadała. TO BYŁ CHOLERNY PECH!
- NO! To mamy teraz przesrane - powiedział Książę Belgarath - bo nie dość, że Osmaniyye przez przypadek, stało się teraz największą i niekwestionowaną potęgą świat, to zaraz pewnie Sil Der' Anama zasypie Nas listami w których będzie Nam tłumaczył, że Sil Der' Anam wielkim wojownikiem jest, i że proponuje Nam wspólny atak na Puritanię he he he...
- Eeeee... przestań się wygłupiać Belgarath - powiedział poufale do Swojego Przyjaciela Hrabia - wszak wszytko, nawet podłość ma swoje granice!
- Panie! - zameldował się Dyżurny Setnik Sztabu - List do Waszej Wysokości od Szlachetnego Sil Der' Anama!
- Dawaj!
Kiedy Hrabia czytał pismo od Władcy Osmaniyye, Książę Tolnedra usiadł spokojnie i pozierał na mapy, a wreszcie rzekł.
- I co tam pisze Mój "Sojusznik"?
- Pisze, że wielkim wojownikiem jest i że proponuje Nam wspólny atak na Puritanię
- BUAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHA... !!! - salwa śmiechu jaka wybuchła po tych słowach Hrabiego w Sali Sztabu nie miała sobie równych, rycerze, setnicy, a nawet dziesiętnicy sztabowi ryczeli ze śmiechu i tarzali się po podłodze.
- MOI PANOWIE - krzyczał przez śmiech Hrabia - ALE TO NIE WSZYSTKO! Szlachetny Sil Der' Anam donosi Nam łaskawie, że Kabbir zaatakował podstępnie Jego wojska i ten nie miał innego wyjścia, jak odesłać Liraela w mroki dziejów buahahahahahahaha...
- BUAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA...!!! - ryczeli zebrani, choć już nie wszyscy, bo kilku zemdlało od śmiechu.
- NO! KUR... !!! Tego nie przewidziałem buahahahahahahaa... - wykrzyczał przez śmiech Książę Belgarath.
Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(11 głosów)
Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.
Księstwo: Hrabstwo Tuluzy
Inne kroniki tego księstwa:
