Kronika: Wietrzne Skały. Ziemia Przeklęta.

Przygotowane pod panowaniem władcy: Jedidia.

poniedziałek, 2. marca Anno Domini 1009

Księstwo: Zakon Rycerzy Jedi

Nimrod stał na jednym z wierzchołków potężnego wzgórza Kamienne Wichry. U jego stóp otwierały się przepastne kamieniołomy, siwe włosy targał łagodny, górski wiatr.
Twarz jego była skupiona i mroczna, widać rozmyślał nad czymś bardzo ważnym.
Kiedy podnosił wzrok na okolicę, dostrzegał na zachodzie jak widnokrąg gubi się w sinym lesie, hen za Górą Burz. Nad wierzchołkami drzew dostrzec można było połyskującą wodę, to Wielki Ocean Zachodni. Na wprost, na horyzoncie majaczyły potężne Wzgórza Żelazne , poprzecinane wąskimi i mrocznymi dolinami, w których kryły się kopalnie żelaza. Dalej, na wschód można było dostrzec rozmyte kształty wielkiej twierdzy Morski Wietrzyk, zaś zupełnie na wschodzie, nieco bliżej, majaczyła potężna twierdza Wichry Dziejów strzegąca pospołu z Morskim Wietrzykiem, Przesmyku Środkowego, granicy z Oostenreede.
Cała okolica wyglądała zbyt uroczyście! Jaskółki latały zbyt nisko. W powietrzu czuć było napięcie. Zbliżały się jakieś wielkie zdarzenia w tym świecie. Nimrod martwił się, czy aby ten potężny wiatr historii co się wzmaga, nie zmiecie Zakonu w otchłań.
Z ostatniego listu od Jedidii wiedział, że Oostenreede szykuje się do wojny. Ile czasu jeszcze zostało?

*******************

Birawan zagryzał nerwowo wąsy, co chwilę poganiał swych ludzi do szybszej jazdy i groził, że jeśli który umęczony spadnie z konia, tak już zostanie na pastwę losu.
Zdobył Gopło. Był w połowie drogi do Giecza, a potem już prosta droga na Calas... lecz musiał porzucić swe plany. Pismo od Nimroda mówiło jasno "Wracaj natychmiast z czym się da pod Wichry Dziejów. Gra idzie o przyszłość całego księstwa". Umęczona wojnami Ziemia Kruszwicka, kolejny raz miała przechodzić z rąk do rąk. Na mapach Zakonu już dawno te okolice znaczono jako Trupi Las.
Po lasach Kruszwicy porozrzucanych było wiele oddziałów nowej północnej armii Zakonu. W sumie ponad 400 ludzi. Tym czasem rozeszły się wieści, że na Przesmyk Środkowy wyszło 800 jazdy Eycka, gotowych na śmierć. Jasnym było, że podzielona północna armia Zakonu jest łatwym łupem w tych dniach. Należało zrobić wszystko, aby przeciwnik się o tym nie dowiedział. Nawet poświęcić jakieś miasto , ale dać czas na wycofanie jazdy z lasów Kruszwicy pod Wichry Dziejów, gdzie będzie mogła połączyć się z głównymi siłami idącymi ze wschodu.

******************

Eyck prowadził swe wojska niemrawo. Widać obawiał się, co też zastanie za przesmykiem. Kierował się pod Morski Wietrzyk. Jedidia posłał do niego poselstwo z listami. Gotowy był na liczne ustępstwa, łącznie z oddaniem miasta i pobliskich kopalni żelaza. Jego pragnieniem w tych dniach było aby wyprowadzić bezpiecznie konnicę Birawana na południe od Wichrów Dziejów. Widać, Eyck nie bardzo rozumiał sytuację Zakonu. Wszelkie ustępstwa przyjmował jako jego słabość. Lecz nie martwił się tym Jedidia w tych dniach, bowiem wszystko miało się dopiero rozstrzygnąć w wielkiej bitwie, kiedy zbiorą się wszystkie wojska Zakonu.
Jaki miał plan Jedidia? Pod Wichry Dziejów szło prawie 1100 jazdy w tym 500 sławnych wojowników ze wspaniałym wyszkoleniem i uzbrojeniem. Szły transporty jadła. Do tego trzeba doliczyć ludność miasta , w sumie do bitwy można było wystawić bez mała 1500 ludzi, a każdy mieszczanin co najmniej z włócznią i z łukiem. Talarów w skarbcu nie brakowało, bowiem Zakon z dawna był gotowy do wielkiej wojny.
Kiedy Eyck zaatakował Morski Wietrzyk , stało się jasnym, że cała konnica Birawana zostanie uratowana. Była to wielka ulga dla Jedidi i pewność zebrania całej armii.

************************

Trwały ostanie przegrupowania wojsk na południe od Wichrów Dziejów. Czekano na ostatnie oddziały ze wschodu. Miały dojść lada dzień. W tym czasie armia Eycka zdobyła Morski Wietrzyk. Zabolało to trochę Jedidię, bowiem do ostatniej chwili prowadził on rozmowy dyplomatyczne z Eyckiem i była szansa na pokojowe załatwienie sprawy. Jednak Eyck przyszedł po wojnę, nie po pakta ze słabym jak mu się zdawało Zakonem. Utrata Morskiego Wietrzyka nie miała dla Zakonu zbyt wielkiego znaczenia gospodarczego, bowiem nie było to miasto czynszowe, jeno służyło pomnażaniu szczęśliwej populacji księstwa. Bywało, że nawet 10 nowych mieszkańców pojawiało się tam co dnia. Bitwa o miasto dała też obraz wyszkolenia wojsk Eycka. Było doskonałe. Tylko najlepsze oddziały Zakonu były mu równe. Lecz nie zrażało to ni Jedidii, ni Nimroda albowiem wodzowie ci wiedzieli, że z każdym dniem armia Eycka będzie się oddalała od swych ziem. Będzie musiała iść w skupieniu, czyli będzie traciła wielkie ilości jadła i będzie coraz bardziej zatapiała się w rozległym terytorium Zakonu. Nawet utrata wszystkich miast jakie Zakon posiadał w Wietrznych Skałach nie załamała by gospodarki kraju. Było by ciężko, ale nie beznadziejnie.
W końcu wojska Eycka ruszyły z pod Morskiego Wietrzyka na jak się zdawało Wichry Dziejów. Obie wielkie armie były ledwie o dwa dni drogi.
Wtedy to powstał zamęt w świecie. Pojawiły się pogłoski, jakoby Eyck paktował z samym Belzebubem od którego to liczne nauki pobierał i mocą piekielną wspierał swe wojsko.
Widać pomówienia te mocno naruszyły godność tego dumnego władcy, albowiem stała się rzecz nie pojęta. Na oczach Zakonu, Eyck rozkazał złożyć wszystką broń swym doskonałym wojskom. Rozpuszczono po stepie wszystkie konie. Porzucono jadło. W jednej chwili przed wysuniętymi oddziałami jazdy Zakonu stanęli zwyczajni chłopi, bez broni.
Nimrod zaniemówił. Stał jak słup soli. Nawet zdawało się, że jeszcze bardziej posiwiał, jeśli to w ogóle było możliwe. Wahał się, czy ma wznieść buławę i dać tym samym znak do ataku na zdegradowane wojsko Oostenreede?
Decyzję podjął Jedidia. Posłał natychmiast posłańca z listem do Eycka i rzekł w nim, iż zwyczajnym i nie godnym barbarzyństwem ze strony Zakonu, było by atakowanie takich wojsk przeciwnika. Zgodził się też pozostawić w jurysdykcji Oostenreede Morski Wietrzyk. Ze swej strony Eyck zadeklarował, że zatrzyma miasto i zaniecha działań zbrojnych, co jak stwierdził roztropnie , w obecnej sytuacji było by samobójstwem. Nadzwyczajna sytuacja wymagała nadzwyczajnych decyzji.
Jednak świat się nie kończył na tych zajściach. Jedidia miał najnowsze raporty od swych szpiegów na wschodzie. Druss Panończyk, licząc na wielką wojnę Zakonu z Oostenreede, dobijał Bizancjum. Szedł prosto na Konstantynopol, zajmując i grabiąc miasta po drodze napotkane.
Decyzja mogła być tylko jedna. Cała siła na Panonię!!!
Zapowiadał się bardzo długi marsz i nie było pewności, czy skończy się on powodzeniem Zakonu....

Yoda

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(5 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Zakon Rycerzy Jedi

Inne kroniki tego księstwa: