Kronika: Wygnanie Gerarda!

Przygotowane pod panowaniem władcy: Swen I Widłobrody.

środa, 12. grudnia Anno Domini 1007

Księstwo: Ród Skjoldungów

Panie! Wdarł się młodzian do namiotu swego władcy Swena I. Wieści pilne niosę dla Ciebie Panie wskazując na pergamin który dzierżył w dłoniach. Strażnicy władcy którzy w pierwszym odruchu zastąpił przybyszowi drogę teraz spoglądali to na siebie to na władcę w oczekiwaniu na dalsze rozkazy.

Dajcie go! Rzekł Swen po czym nalawszy sobie wina rozsiadł się wygodnie w fotelu i jął czytać. Widać było iż wieści dobre nie są. Coraz to pochmurniał nasz władca czytając kolejne wersy a jego spojrzenie stawało się coraz to bardziej kamienne. W końcu zerwał się z siedziska, i jął się po namiocie przechadzać ściskając a wreszcie gniotąc w dłoniach ów pergamin. Wreszcie przystanął i w duchu wyszeptał: "to gnida!".

Olaf! Krzyknął Swen do swego pierworodnego potomka który stał tuż za nim. A uczynił to tak donośnie jakoby tamten na drugim krańcu obozowiska się znajdował a nie tuż obok. Olaf! - rzekł tym raz dużo ciszej i spokojniej - zbierz wszystkich.

Wszystkich? Ale ojcze! - odparł bezgranicznie zdziwiony Olaf.

Wszystkich! - odparł Swen po czym osunął się w swym fotelu wzrok nieruchomo kierując przed siebie.

---

Trzy tygodnie później brat zakonny Gerard dosiadając najlichszej postury osła opuszczał mury miasta Rodos. Zostawiał za sobą opustoszałe z ludności chaty i warsztaty pozbawione rzemieślników. Miasto które do niedawna było chluba i dumą zakonu świeciło teraz pustkami. Uciekał przed armiami Rodu które właśnie wkroczyły w Joanickie ziemie. Wiódł on za sobą chmarę wynędzniałych i wygłodniałych rodaków a w śród nich szpitalników których zwał niegdyś najlepszą armią świata.

Rozumiał w tym momencie Gerard mocniej niż kiedykolwiek, że nawet najlepsza armia w obliczu głodu i pustki w skarbcu lichsza jest od najpodlejszego chłopa o pełnym żołądku! Mało tego. Dni kilka wcześniej opuścił również Twierdze Margat - drugą z dumnych osad zakonnych pod murami której odniósł tyle wielkich i sławetnych zwycięstw. Tym razem los jednak okazał się dla Gerarda zdumiewająco okrutny.

Posuwał się zatem Gerard na przedzie tej smutnej i szarej masy ludzi. Zgarbiony i zziębnięty był jedynie cieniem dawnego potężnego władcy. Co i raz kolejne fale drgawek przeszywały jego ciało. Ten kto szedł bliżej słyszał, iż Gerard pod nosem mamrotał coś sam do siebie! Głupi, głupi mówił dając tym samym świadectwo, iż rozumiał że zdrada jakiej dopuścił się wobec swego dobroczyńcy Swena była początkiem jego końca. O ja głupi i niewdzięczny powtarzał w kółko. Wtem w oczach Gerarda pojawił się błysk radości. Dostrzegł bowiem w oddali majaczące cienie kilku jeźdźców. Czy to odpowiedź od Swena - wyszeptał do sługi swego, z nieskrywaną radością na swej zbolałej twarzy. Czy uległ mym błaganiom? Czy mi wybaczył?

Nie panie! Odrzekł sługa. To jedynie nasze straże wyruszyły aby spalić spichlerze na naszych tyłach.... Gerard osunął się na swego osła bez sił. Tego dnia Gerard nie wyrzekł już ni słowa.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
pasjonująca, znakomita.
(12 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Ród Skjoldungów

Inne kroniki tego księstwa: