Kronika: Wykład na Uniwersytecie w Gotstad dzień pierwszy

Przygotowane pod panowaniem władcy: Rodryg Ponury.

poniedziałek, 24. sierpnia Anno Domini 1009

Księstwo: Gotlandia

Na Uniwersytecie w Gotstad przygotowywano się do niezwykłego wydarzenia. Bowiem gość znamienity miał odwiedzić uczelnię i wykład dać dla studentów i słuchaczy. Po prawdzie to zaproszenia chcieli dostać wszyscy , kupcy i duchowieństwo , szlachta i możnowładcy , dwórki i chudopachołki...Wszyscy chcieli tam być , dlatego rektor , szlachetny Mistral , rzecz całą zorganizował był w głównej sali Uniwersytetu , specjalnie katedrę nową przygotowując na tę okazję. Zadbał by stolarczyki miejsce siedzące , ba wręcz fotel wbudowali(a tapicerzy wymościli go materiałami i mchem) w mównicę. W dzień wydarzenia hala pękała w szwach. Wszystkie miejsca siedzące , wszystkie ławy , wszystkie wnęki okienne były zajęte. Ludzie stali jeszcze i daleko za drzwiami by choć strzępki wykładu usłyszeć. Gromadzili się tako od rana , by jak najlepsze miejca zająć.
Wtem szmer na sali przeleciał i gwar się podniósł , natychmiast ściszony surowymi spojrzeniami straży uniwersyteckiej , która to na ten dzień wzmocniona została strażą miejską. Choć to wydawało się niemożliwe ale tłum rozstepował się , przepuszczając mały orszak zmierzający ku mównicy. Powolnym krokiem szedł siwy starzec , wspierający się na ramionach dwóch sług. Mimo przygarbionej wiekiem sylwetki i tak starzec był wyższy od swoich ludzkich podpórek. Szedł powoli , ale na sali nie było żadnych oznak zniecierpliwienia , a wręcz wyczuwała się atmosferę skupienia , czci i szacunku. Po dłuższej chwili orszak dotarł do mównicy a gość rozsiadł się na podwyższonym fotelu i zaczął mówić :
- Witajcie mieszkańcy Gotstad i studenci tutejszego Uniwersytetu. Zapewna wielu z Was mnie zna - staruszek najwidoczniej grzeszył przesadną skromnością , bo znali go tu wszyscy - ale dla tych , którzy nie wiedzą powiem , że jam jest Wojmir Czerwony zwany przez niektórych Wojmirem Uczonym. Po wielu latach tułaczki postanowiłem wrócić tu , do mojego Gotstad i tu złożyć swoje stare kości. Czasu mam niewiele , właściwie wcale , więc postanowiłem dać jeszcze kilka wykładów , nim się skończy. Długo twało nim zdecydowałem się powrócić , wszędzie mnie zapraszano i kuszono , wszak sławny jestem w świecie jako największy znawca Wojen Gockich.
Tu przerwał na chwile i uśmiechnął się do zebranych.
-Wojen Gockich , tak to nazywają , jak gdyby Goci sami ze sobą walczyli. Ale tak , wiem o nich najwięcej i opowiem Wam o Rodrygu Ponurym , o walkach z Mieszkiem , zdobyciu Gniazda i o największej bitwie tego czasu - bitwie pod Perpignan...
Znów przerwał , zamyślił się , wzrokiem zamglonym jakby patrzył poza czas , ale po chwili innym już tonem ciągnął dalej :
- Pamiętam ten dzień...Stałem u boku mego ojca i patrzyłem na mrowie Sarmatian ruszających na nas...To była moja pierwsza bitwa , zółtodziobem byłem i młokosem , kolana mi drżały bo nigdy wcześniej w boju takim nie stawałem... I co prawda nie zawsze pamiętam co było dziesięć , dwadzieścia lat temu , ba wczoraj nawet mgliste jest dla mnie , to tamten czas , tamte wydarzenia widze jasno i wyrażnie...No ale zacznijmy od początku...
Goci przybyli tu , ze Starego Kraju , nie bardzo kto ze starszych ludzi chciał o tym mówić , a i tych starszych za czasów mego dzieciństwa już niewielu zostało. Dość powiedzieć , że zostali wypędzeni , na dwóch jeno drakkarach przez morze sie przeprawili. Tu na wybrzeżu osiedli i swe sadyby założyli. Gotstad nie wyglądało wtedy jak teraz , niczym nie wyróżniało się spośród innych sadyb rozmieszczonych w okolicy. Gdyby historia potoczyła się inaczej moglibyśmy być Sarnranami lub Stainstainenami , bo takie miniksięstwa były w okolicy. I właśnie od zrobienia z nimi porządku rozpoczął swe rządy młody podówczas książę Rodryg Ponury. Ja tego nie pamiętam , z opowieści ojca znam te historie , bo on tych wyprawach uczestniczył. Najechali Goci sąsiednią miejscowość Sarn Ram , tę samą która dziś kurortem dla bogaczy jest...Mieszkańców książę zniewolił i do Gotstad zabrał , to samo robiąc z pobliskim Stainstein i z jego mieszkańcami. Wówczas to stworzył książę Rodryg drużynę , w której walczyli późniejsi dowódcy oddziałów . To była pierwsza zawodowa armia Gotów , tam to służyli Miłorząb Rzeźnik , Zygryd Blizna , Johan Chędożnik i ojciec mój Warcisław Niecierpliwy...
Tu popatrzył na zdziwione miny zebranych.
- No tak...Wy znacie ich jako Miłorzęba Wspaniałego , Zygfryda Zwyięzcę , Johana Prawego i Warcisława Litościwego...Jednak wierzajcie mi-ja dobrze pamiętam ich przydomki , a te co to na pomnikach na Placu Rycerskim to...No ale mniejsza z tym...Ważne że w tamtym czasie Gotlandia miała już zawodową i sprawną armie , i ziemie coraz dalsze penetrowaliśmy. Tak tak , i ja też , bo matka moja zmarła , więc ojciec zaczął mnie zabierać ze sobą na patrole. Rosłym już byłem dzieciakiem , do walk mnie nie dopuszczano ale ćwiczyc mi ojciec kazał , a ćwiczyłem z najlepszymi. Wieczorami Brat Gerwazy wtłaczał mi do głowy wiedzę , której zasoby miał niezmierzone. Do dziś zastanawiam się dlaczego ów światłu mąż trafił na taką głuszę , ale z tego jak sprawny był w walce i w bitce , domyślam sie że nie zawsze był mnichem. Ale wiedzę mi wpoił solidną co potem przydało mi się po wielokroć.
Jako powiedziałem , patrolować trzeba było okolice i coraz dalej się zapuszczaliśmy. Pewnego dnia napotkaliśmy podjazd Księstwa Skrzydlatych , którego przywódcą był Mieszko. Rodryg z Mieszkiem rozmowy zaczeli o granicach i podziale ziem. Bardzo chciwy był ów Mieszko , bo ziem wcale nam nie chciał oddawać , granice zaś wyznaczał tuż za domostwami Gotstad. Nijak nie dało się z nim dogadać. Po wielu ciężkich naradach odstąpił był Gotom miejsce , gdzie teraz stoi Gdańsk. Tam Rodryg osadników posłał , ale jakież było zdumienie osadników , gdy właśnie osadę Gdańsk ujrzeli i Skrzydlatych tam pod osłoną oddziałów.
Rodryg listy słał do Mieszka ten zaś wykręcać się zaczął i wiadomym już było , że układów nie dotrzyma. Dlatego Rodryg posłał wszystkich zdolnych do walki ludzi na Mieszka w Gotstad ostawiając ino niewolników i załogę do ich pilnowania. Walka w Gdańsku był krwawa lecz krótka. Mimo przewagi w uzbrojeniu ludzie Skrzydlatych ulegli masie naszych wojsk. Zresztą , wojskiem nazywam ich na wyrost , byli to zdesperowani osadnicy i drużyna księcia. Następnie zdobyto transport broni jaki Mieszko posłał ze stolicy do Gdańska. Potem poszło już łatwo i Gniazdo , stolicę Mieszkową głodem wzięto. Za czas jakiś odkryto Karak , ale pod nim stały już wojska Sarmatii i to Hadrianowi Sarmackiemu przypadła ostatnia osada Mieszka. Ja w walkach tych bezpośrednio udziału nie brałem , bom młody był jeszcze. Ale z boku obserwowałem zmagania , pilnując obozu. Trzeba Wam wiedzieć , że już nieźle bronią wszelaką robiłem , i ojciec pozwolił mi na zaciąg do wojska. Do walk jednak nie puszczał , a na wszelkie próby sprzeciwu reagował po swojemu. Rekę miał ciężką , a przydomek Niecierpliwy , nie wziął się z niczego.
Nastał czas pokoju. Rodryg gospodarzył w księstwie , wojska szkoląc , których mieliśmy już wiecej by granice utrzymać w spokoju. Granice na południu dogadane były z Hadrianem Sarmackim , zaś na północy z Filetosem Athonitą z księstwa Athos. Współpraca z tym księstwem układała się znakomicie i bez żadnych niesnasek. Zbadaliśmy południe aż po samo morze , a przestrzenie to były dzikie i wielkie. Przez wiele lat te ziemie były siedliskiem wszelkiej maści uciekinierów , zbiegów, bandytów i innych mętów. To tam ćwiczyły się w walkach oddziały Gotów. Do dzis te ziemie urzekają niektórych dzikościa krajobrazu i brakiem cywilizacji.
Pokój trwał , a my żyliśmy jak w sielance , bez wojen i w dobrobycie. Rodryg wybudował warsztaty , zbrojownie i pracownie kuśnierskie. Wojsko zreorganizował i ojciec mój objał dowództwo jednego z oddziałów. I ja służyłem w tym regimencie jako prosty żołnierz , a ojciec dokładał mi dwa razy więcej obowiązków niż innym. Spierać się z nim zaczynałem , jak to dorastający syn z ojcem. Do walki się rwałem , do wojaczki...
I doczekałem się , bo jak nic się w świecie nie działo , tak dziać się zaczeło. Na świecie wybuchały konflikty zbrojne , i niektóre księstwa upadały. Padła Normandia , padła Sparta a i książę Athosu listy pisał o zagrożeniu swych granic. Jednak nasze ziemie były spokojne. Do czasu.
Pewnego dnia z wież Gniazda , dawnej stolicy Skrzydlatych dostrzeżono wojka Sarmatii zmierzające na nasze ziemie. Z dzkich ziem południowych natychmiast zawrócono oddziały walczące ze zbójami i do Gniazda je skierowano. Hadrian wycofał się tłumacząc się niewielką ilością miajsca na swoim terenie. Głupie to było tłumaczenia , bo widać było że zwiady czyni i atak szykuje. Rodryg przewidział , że za tą próbą pójdzie atak.
Tak się właśnie stało. Hadrian znów usiłował zaatakować Gniazdo , ale tym razem schowane na południu oddziały były bliżej i konno. Trzeba Wam bowiem wiedzieć , że gotlandzkie stadniny słynęły z hodowli rączych rumaków. Wtedy nie wszyscy mieli konie i nie wszyscy potrafili ich użyć...Ale Rodryg dobrze je wykorzystał i pułapke na wojska Sarmatii domknął. Szpica wojsk sarmackich została zniszczona. Ja w tych walkach już uczestniczyłem , przeniosłem się bowiem z oddziału ojca do oddziału Johana. Ojciec wściekł się ale sam książę zezwolił na to mówiąc ze już czas abym posmakował wojaczki. Nie wiedział bowiem jak młody byłem , sugerując się tylko moją postura. Wzrostem juz prawie dorównywałem ojcu , choć wiotki byłem przy nim...No ale on wyróżniała się wśród wojów niczym dorosły wśród podrostków...
W każdym razie wojska Sarmatii zostały wygubione w większości , zaś reszta uszła pod Karak. I nasze wojska tam podążyły by nie dać Hadrianowi Sarmackiemu zorganizować obrony.Chciał książę Rodryg skorzystać z zamieszania jakie zapanowało w Sarmatii. Do armii dołączyli okoliczni chłopi i oddziały przysłane z północy. Hadrian widząc co się dzieje , Karak opuścił i ludność z oddziałami wycofywał do swej stolicy - Perpignan. W niewiele dni potem stanęły nasze wojska niedaleko tego miasta. Naprzeciw nas wyszła cała potęga Sarmatii , a księstwo to było ludne , rolniecze tereny sprzyjały bowiem osadnictwu.
Jak już wspomniałem , w dniu bitwy stałem obok mego ojca i patrzyłem na ruszającą na nas masę wojsk Sarmatii. Przewyższali nas liczebnością i to znacznie. Jednak nie było wśród nich doświadczonych wojów , bo ci legli w ataku na Gotlandię. Nasze wojsko było nieliczne , ale morale miało wysokie , a i uzbrojenie o wiele lepsze. Sarmacianie ruszyli na nas z wielkim animuszem , krzycząc i biegnąc w kierunku naszych szeregów. Zaczęła się bitwa i już niedługo się pokazało , że niedoświadczone i niedozbrojone wojsko , choć liczne , nie może się równać z zaprawionymi w boju i uzbrojonymi w pełni wojami Gotlandii. Widząc jak łatwo radzimy sobie w boju i jak wielu ich pobratymców ginie , Sarmacianie entuzjazm stralili i zaczęli się wycofywać.Wielu z nich uciekło za bramy Perpignan , ale reszta już w bezładnej panice rozbiegła się po okolicy ratunku szukając. Ale łacno ich wyłapaliśmy i w niewolę wzieliśmy.
To był mój pierwszy poważny chrzest bojowy. Lata ćwiczeń nie poszły na marne i okazałem się bardzo sprawnym wojownikiem. Czułem , że w trakcie tej bitwy stałem sie innym człowiekiem...Bo nawet lata ćwiczeń niczym są w porównaniu z prawdziwym bojem...
Choć bitwę wygraliśmy to pozostał jeszcze jeden poważny problem. Gdy radość z bitwy nieco ustąpiła przyglądać się zaczeliśmy stolicy Sarmatii. Nigdy nie widzieliśmy takiej warowni , znac było że długo i starannie przygotowywałsię Hadrian do obrony. Zamek wystawił z basztami potężnymi , brama okuta stalą a z drewna najtwarszego , podwójna , mury kamienne a wysokie...Jednak Rodryg rozkazał szturmować i ruszyliśmy. Straszny to był bój a szturmy trwały cały dzień. I ja szturmowałem wraz z innymi , śmierć była blisko i wielu padło tego dnia. Wdzieraliśmy się na mury i byliśmy odpierani. Bój był krwawy i zacięty. Wieczorem byłem pierwszym który stanął na murach i uniosłem ręce w geście zwycięstwa. Odwróciłem się w stronę księcia i znak mu dawałem , że twierdza zdobyta. A za plecami miałem krwawe zachodzące słońce sam też byłem pokryty krwią wrogów...Tamtego dnia księżę nadał mi herb - Czerwony. Od tej pory ów herb nosiłem - strzaskaną tarczę z wyszczerbionym mieczem na tle czerwonego słońca...Książę wyróżnił tamtego dnia wielu , ale mnie szczególnie. Dostałem też w darze metalową tarczę. Tylko trzy takie były w księstwie - jedną miał książę w sali tronowej , jedną miał mój ojciec trzecią dostałem ja.Po prawdzie tylko my dwaj mogliśmy tych tarcz naprawdę używać w boju , bowiem dla innych były one za ciężkie.
Sarmatia była pokonana a ziemie jej przejeli Goci. W owym czasie usłyszeliśmy o istnieniu innych księstw w innych częściach świata. Dowiedzieliśmy się o Okinawie , Wilkach , Awarach , Wieletach...Właśnie to księstwo - Wieleci , padało pod ciosami Okinawy. Książę Rodryg zdecydował się zająć Brennę , ważny punkt strategiczny chroniący nasze zdobycze w Sarmatii od północy.
Starzec przerwał opowieść i było widać , że bardzo już jest zmęczony. Skinął na swe sługi , a oni pomogli mu wstać , po czym starzec zwrócił sie do zebranych:
-Na dziś koniec drodzy moi , wybaczcie starcowi brak sił , dalszą część tej historii opowiem Wam jutro , jak Bóg pozwoli...

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(8 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Gotlandia

Inne kroniki tego księstwa:

  • 24. sierpnia 2009
    Wykład na Uniwersytecie w Gotstad dzień pierwszy