Kronika: Z marszu

Przygotowane pod panowaniem władcy: Bracia Wałgałowie.

środa, 13. stycznia Anno Domini 1010

Księstwo: Dziadoszyce

-Pokaż ten list - Borzymir wziął od Itala dokument.
Przebiegł szybko wzrokiem pismo, popatrzył chwilę w niebo i powiedział:
-Napisane jak byk. Brać z marszu. Czyli szturmujemy, panowie.
-No i dobrze- Kelval pozwolił sobie na dłuższą wypowiedź, bo ten pomysł bardzo mu pasował.
Okazało się, że Arturus rzeczywiście świetnie przygotował swe wojska do obrony. Pod względem żywnościowym. W zdobytej Sadybie znaleziono bowiem mnóstwo spyży, która musiała tu być zwożona wielkim nakładem licznych wozów transportowych. Pod innymi względami sprawę trochę zaniedbał.
-Cholera jasna, siedemdziesięciu naszych padło -liczył Borzymir, obserwując jednocześnie pozostałych przy życiu i szacując, czy nadają się do dalszej walki.
-Życie... - Kelval powoli kiwał głową.
Zmęczeni żołnierze, ciężko dysząc po gwałtownym szturmie zaczęli rozkładać swe koce na głównym placu miasta, chcąc choć trochę się przespać. Nie mieli już nawet sił odgarniać śniegu, który przykrywał gęstym puchem wszystko wokół, tworząc atmosferę przytulności i bezpieczeństwa. Być może złudną.
-Witamy wybawicieli! -rozległy się naraz gromkie okrzyki.-Wiwat! Wiwat! Niech nam żyją!
Z części domów odbitego miasta zaczęli wychodzić ludzie, krzycząc w niebogłosy. Podbiegali do żołnierzy i obejmowali ich serdecznie, niektórzy próbowali nawet wojaków podrzucać na rękach. Zdezorientowani i zmęczeni walką woje nie wiedzieli specjalnie, o co chodzi i niektórzy z nich próbowali się bronić. Tu i tam doszło do szarpaniny.
-Ciiiszaaaaaaaa!!!! - ryknął Kelval i wskoczył w miejsce, w którym było największe zamieszanie, rozdając na lewo i prawo potężnie ciosy swą ręką w kolczej rękawicy.
-Silentia! - Ital, który niezwłocznie po zdobyciu miasta znów wskoczył na swojego konia, krążył po placu i krzyczał jeszcze głośniej od Kelvala. -Siiiiiiileeeeentiaaaaa!!!!
Wkrótce sprawa się wyjaśniła. Otóż w Sadybie było jeszcze osiemdziesięciu rolników dziadoszyckich, wziętych przez Werahorczyków w niewolę i pozostawionych w mieście, którzy teraz z radością wybiegali na ulice, chcąc uściskać swych wybawicieli. Zaczął padać lekki śnieg i cała sytuacja zaczęła przypominać sylwestrową noc, gdy wszyscy tańczą i składają sobie życzenia. Z tym, że tu niektórzy tańczący potykali się o trupy.
-Widzisz - powiedział Borzymir do swego młodego adiutanta. - To o to zapewne chodziło braciom, kiedy wydawali rozkaz natychmiastowego szturmu, zamiast długiego oblegania. Straciliśmy ludzi- zyskaliśmy ludzi, nawet o dziesięciu więcej...
-No tak, ale przecież tylu naszych braci-żołnierzy poległo -adiutant miał taką minę, jakby chciał się rozpłakać.
Borzymir wyswobodził się z objęć jednego z mieszkańców, zdjął hełm i powiedział:
-Kelval. Odpowiedz naszemu porucznikowi.
-Życie... - rzekł tamten i również zdjął hełm.

Wyszukiwarka:

Średnia ocena:
ciekawa i zajmująca.
(12 głosów)

Tylko gracze z opłaconym kontem mogą oceniać kroniki.

Księstwo: Dziadoszyce

Inne kroniki tego księstwa: